Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 listopada 2017

Published 12:24 by with 1 comment

Nowy adres bloga

Pozdrawiam Was serdecznie ciepło i jesniennie po dłuugiej przerwie.

Przerwa była długa, ale nie bezowocna. Trochę się u mnie działo, co można było obserwować na profilu Facebookowym.

Miałam 3 duże zlecenia na catering, m.in. na osiemnastkę na 80 osób oraz prowadziłam warsztaty kulinarne dla dzieci w ramach Dni Bliskości, które, z ankiet wiem, że były sporym sukcesem.

W każdym bądź razie od 1 listopada spicy-carrot officialnie przenosi się na własną domenę spicy-carrot.com
Read More
      edit

czwartek, 14 września 2017

Published 16:49 by with 4 comments

(bezglutenowy) Tort bezowy z kokosem i czekoladą

Tort ten ostatnio robiłam już kilka razy.

Po raz pierwszy - na swoje imieniny. I tak nikt nigdy do mnie nie przychodzi, więc nawet jakby nie wyszedł nie byłoby spektakularnej klapy. A wymówka do zrobienia tortu jest :).

Gdy się okazało, że jednak wyszedł pyszny, postanowiłam zrobić go ponownie na urodziny dzieci, jako jeden z tortów. Urodziny miały być łączone, więc planowo miały być również dwa torty - drugi, standardowo zamówiony u naszej koleżanki, a potrzebowałam jeszcze czegoś bezglutenowego dla części gości. Goście jednogłośnie stwierdzili, że ten jest lepszy w smaku, bo nie aż tak słodki w porównaniu z tym tradycyjnym.

Trzeci raz robiłam go po raz kolejny na wizytę dziadków z okazji urodzin dzieciaków w domu. I tu również był zachwalany.

Także po takich długaśnych testach z czystym sercem mogę Wam go również polecić.

Pomimo bezy tort wychodzi nie przesadnie słodki. Właśnie brak cukru w kremie niweluje słodycz bez. A co jest dodatkowym plusem, pracę nad nim można rozłożyć na kilka dni: jednego dnia upiec krążki bezowe, a drugiego przełożyć je kremem.


Skłaniki:
Ciasto:

  • 7 białek
  • 3/4 szklanki jasnego cukru trzcinowego
  • 130g gorzkiej czekolady
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • szczypta soli
  • ok. 80-100g wiórków kokosowych (z reguły sypię "na oko")
  • 3 łyżki śmietanki kremówki
Krem:
  • 250g schłodzonego serka mascarpone
  • 300ml schłodzonej śmietanki kremówki 30%
  • 50g gorzkiej czekolady startej na tarce o dużych oczkach
Do dekoracji:
  • wiórki kokosowe
  • orzechy laskowe podprażone na patelni i posiekane

Wykonanie ciasta:
  1. Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę. Stopniowo dodawać cukier, cały czas ubijając. Wsypać mąkę ziemniaczaną, a następnie wiórki kokosowe i delikatnie wymieszać łyżką. Dwie duże płaskie blachy (o wymiarach piekarnika) wyłożyć papierem do pieczenia. Na każdej z blach narysować 2 okręgi o średnicy 20cm (łącznie 4 blaty bezowe).
  2. Masę bezową podzielić na 4 części i ułożyć równomiernie na narysowanych okręgach. Piec około 50-60h w piekarniku nagrzanym do temperatury 140 stopni. Następnie przestudzić.
  3. Czekoladę połamać, roztopić w kąpieli wodnej razem z kremówką. Płynną posmarować równo blaty bezowe, odłożyć do zastygnięcia.
Wykonanie kremu:
  1. Śmietankę ubić na sztywno. Stopniowo dodawać serek mascarpone, mieszając całość łyżką. Dodać startą czekoladę i wymieszać. Krem podzielić na 4 części i posmarować grubą warstwą blaty bezowe. 
  2. Złożyć tort, układając blaty na sobie. Udekorować posiekanymi i uprażonymi wcześniej na patelni orzechami i wiórkami kokosowymi. Ciasto schłodzić w lodówce przez kilka godzin. Kroić nożem z piłką.
Smacznego.
Read More
      edit

sobota, 26 sierpnia 2017

Published 13:39 by with 2 comments

Krem orzechowo-czekoladowy ala Nutella

Co by tu zjeść na śniadanie?

Często zadaję sobie to pytanie nie tylko ja, ale też często zadają mi te pytanie dzieciaki.

Owsianki już mi się znudziły, a poza tym czasem, choć nie za często, odzywa się z tyłu głowy głosik: A może by tak coś słodkiego, takiego z... czekoladą :) by smakowało jak... nutella. Jeden ze smaków dzieciństwa. Nie powiem, że jedliśmy ją z bratem często, bo akurat nie. Bywała bardzo rzadko, bo i wcześniej nawet trudno było ją spotkać w sklepie.

Teraz już jej nie kupuję, choć czasem w sklepie zerkam tęsknym wzrokiem za tymi wszystkimi czekoladowymi masłami na półkach. Ale jak tyko biorę słoiki do ręki to ich skład mnie po prostu odrzuca. Potem przysięgam sobie w duchu, że zrobię w końcu nutellę, o takim składzie, że nawet najmłodsza Alicja będzie mogła zjeść.


I taką wersję jedliście na III targu śniadaniowym. Przepis pewnie pojawi się za jakiś czas na blogu.

A dzisiejsza wersja, jest być może trochę mniej zdrowa, bo na mleku krowim i z gorzką czekoladą, za to w konsystencji i smaku bardzo przypominająca sklepową nutellę. Powiedziałabym nawet, że to jej siostra bliźniaczka.






Składniki:

  • 120g orzechów, ja użyłam włoskich (bo na laskowe jestem uczulona)
  • ok. 100g gorzkiej czekolady (można użyć pół na pół: po 50g mlecznej i gorzkiej)
  • szczypta soli
  • 150ml mleka 3,2%
  • 20g mleka w proszku

  1. Orzechy podprażyć na patelni. Wystudzić i zmielić na mąkę w młynku.
  2. Czekoladę połamać na malutkie kawałeczki i przełożyć do metalowej miski. W garnku wymieszać mleko z mlekiem w proszku, doprowadzić do wrzenia, zdjąć z ognia i zalać połamaną czekoladę. Mieszaninę ostudzić. Można dosłodzić miodem wg uznania (ja akurat nie dosładzam, bo stopień czekoladowej słodkości mi wystarczy).
  3. Orzechy połączyć z masą czekoladową. Ponownie zmiksować, aż krem będzie jednolity. Całość przelać do zamykanego pudełeczka lub słoika i wstawić na 3-4 godziny do lodówki. Po tym czasie krem jest gęsty i gotowy do spożycia.
Przepis pochodzi z książki "Pyszne poranki" Beaty Śniechowskiej, którą opisywałam tutaj.

Read More
      edit

niedziela, 13 sierpnia 2017

Published 14:57 by with 0 comment

"Zdrowe lody" recenzja książki

Tekst ten piszę siedząc sobie w 40 stopniowym skwarze na działce teściów. Bujam się na hamaczku rozwieszonym pomiędzy drzewami i marzę o tym by się schłodzić. Choć przez chwilę. A najlepiej jakimiś pysznymi lodami o składzie, który po pierwszym rzucie oka nie przyprawiłby mnie o palpitację serca. Niestety tutaj, w szczerej głuszy, niedaleko puszczy takich nie uświadczysz. Są tylko cytrynowe rożki o smaku nie przypominającym mi żadnej cytryny jaką kiedykolwiek jadłam w życiu.  


"Zdrowe lody" Christine Chitnis to książka na którą przypadkiem natrafiłam w empiku. Zerkała na mnie zaczepnie gdy szłam obok półki z promocjami do kasy. I muszę powiedzieć, że od razu mnie zaintrygowała. Raczej nie przez tytuł, ale przez lodową okładkę. 








Myśl przewodnia tej książki jest prosta: spopularyzowanie mrożonych przysmaków przez zastosowanie w każdym przepisie świeżych wiejskich produktów - owoców, ziół, a nawet warzyw - i równoczesne wyeliminowanie rafinowanego cukru, sztucznych barwników i aromatów. Otrzymane mrożone desery są wyjątkowe, odświeżające, zdrowe i pełne czystego smaku.

Wiele przepisów jest zgodnych z zasadami kuchni wegańskiej, są też wśród nich takie, w których nie ma orzechów, nabiału, a w żadnym nie używa się rafinowanego cukru, zastępując go naturalnymi słodzikami.

Poza Empikiem "Zdrowe lody" Christine Chitnis można kupić również tutaj.
Read More
      edit

czwartek, 3 sierpnia 2017

Published 13:47 by with 0 comment

Marchewkowy weekendownik #2

Jak już Wam wcześniej wspominałam na blogu miał pojawić się nowy cykl, a mianowicie raz w miesiącu pojawi się weekendownik. Jest to podpatrzone u Kasi z Worqshop krótkie podsumowanie najciekawszych rzeczy na jakie natknęłam się, oczywiście z dziedziny zbliżonej do kulinariów.

Pierwszy taki post ukazał się na blogu w maju, a dziś pora na kolejny odcinek.

1. Kaszki helpa



 Jako, że Alicja osiągnęła już wiek 6 miesięcy i mało tego siedzi stabilnie bez podparcia (o raczkowaniu i śmiganiu po całym mieszkaniu nie wspomnę) zaczynamy powoli rozszerzać naszą dietę. Tak jak przy Arturze zamierzam jedzenie wprowadzać metodą BLW, tym bardziej, że widzę, że Młoda sama garnie się do jedzenia. Jest tylko jedno ale... czasem po prostu brak mi czasu, szczególnie z rana, by przygotować coś specjalnie dla niej.

I tak oto przyszły mi na pomoc kaszki Helpa, na które natknęłam się zupełnie przypadkiem śledząc poczynania na jednym z blogów o tematyce właśnie BLW. Szybko zamówiłam sobie trzy rodzaje do testów oraz jedną paczuszkę z pudrem owocowym.

Kaszki są kompletnie bez żadnych dodatków. Sam decydujesz jak bardzo chcesz by były słodkie oraz czy ugotujesz je na mleku czy nie. A jak tak to na jakim. Nie są szczególnie dedykowane dzieciom. Również dorośli i starsze dzieci, którzy cierpią na brak czasu mogą je sobie przyrządzać. Gotuje się je jedynie 3 minuty.

2. Koktajler Gorenje



Czytając majową "Kuchnię" zauważyłam ciekawą ofertę prenumeraty. Dla pierwszych 100 osób, do pełnej rocznej prenumeraty miał być dołączony koktajler marki gorenje. Pomyślałam spróboję, tym bardziej, że lubię ten magazyn. I tak go kupuję - w tym roku pojawiło się w nim dodatkowych kilka interesujących mnie działów, więc czemu nie. A mój stary blender kielichowy miał nieszczęśliwy wypadek po którym wyzionął ducha.

I udało się. Tydzień temu przyjechał koktajler. I jestem z niego mega, mega zadowolona. Od tygodnia robimy sobie codziennie rozmaite koktajle. Na razie testuję przepisy, bo nie wszystkie są udane (czytaj: nie wszystkie przychodzą akceptację moich dzieci).

Pojemniki mają po 0,6l. Myślę, że są idealne do zrobienia szybkiej przekąski do przedszkola dla 10 dzieci. Teraz zabieram je ze sobą na plac zabaw jako drugie śniadanie. Nawet trzymając Alicję na jednym ręku jestem w stanie złożyć sobie koktajl i go zblędować.

Koktajler można kupić tutaj.


3. mielone kalafiorowe z Jadłonomii


Na koniec proponuję Wam mielone kalafiorowe z Jadłonomii. Myślę, że wśród osób odżywiających się roślinnie nikomu nie muszę przedstawiać tego bloga.

Jeśli o mnie chodzi to ja wcale nie tęsknię za mięsnymi smakami. Nawet w czasach, gdy jadłam mięso nie cierpiałam mielonego. Czułam się po nim strasznie ociężała. Stąd się też brała moja niechęć do gołąbków serwowanych bardzo często w moim domu rodzinnym.

Ale wersja kalafiorowa? Pycha. Na następnym targu śniadaniowym, który odbędzie się za rok spodziewajcie się spotkać na moim stanowisku burgerów z tą wersją kotletów.

Zresztą, być może spotkacie nas 10 września na Kiermaszu Zdrowej Żywności w Czarnej Białostockiej.
Read More
      edit

piątek, 21 lipca 2017

Published 13:07 by with 1 comment

Przepisy z bobem i kalafiorem

Mamy teraz pełnię sezonu na bób oraz kalafior, w związku z czym postanowiłam przypomnieć Wam przepisy na te warzywa jakie do tej pory pojawił się na moim blogu.

Bób i kalafior łatwo się mrozi, więc warto wykorzystać ten okres na uzupełnienie swoich zapasów przed zimą. Ten sezon był kiepski jeśli chodzi o truskawki i jagody. Praktycznie tych owoców nie było, także w tym roku do zamrażarki trafi u nas więcej warzyw: botwiny, bobu i kalafiora.

Chrupiąca sałatka z kalafiorem i ogórkami małosolnymi

Curry z kalafiorem i ananasem

Pikantna pasta z bobu

Krupnik z bobem, pieczarkami i dymką

Sałatka z kaszą pęczak, bobem i granatem

Read More
      edit

sobota, 8 lipca 2017

Published 13:52 by with 0 comment

"Smakowite poranki" recenzja książki

Jak tylko zobaczyłam, że Beata Śniechowska wydała swoją nową książkę od razu trafiła ona na moją listę życzeń. Dobry Mikołaj przyniósł mi ją potem  pod choinkę.

Być może zastanawiasz się drogi Czytelniku skąd znasz Beatę. Jeżeli tak jak ja uwielbiałeś oglądać Masterchef'a to kojarzysz ją właśnie z tego programu, którą to drugą edycję wygrała. Ze wszystkich zwycięzców tego programu najlepiej pamiętam właśnie ją oraz Dominikę Wójcik. Obie dziewczyny wykazywały się niebywałym talentem kulinarnym, niesamowitymi połączeniami smaków i właśnie dlatego kupując ich książki wiedziałam, że się nie zawiodę.

"Pyszne poranki" to jak podtytuł wskazuje 101 przepisów na smaczne i zdrowe śniadania. Dodałabym jeszcze przymiotnik inspirujące. Nawet bardzo. I bardzo bardzo zdrowe. Beata nie używa białego cukru, co akurat dla mnie jest bardzo ważne. W większości jej przepisów dania słodzone są po prostu bakaliami (rodzynki, daktyle).

Znajdziemy w śród nich m. in. szybie śniadania, których przygotowanie zajmie nam niewiele ponad 5 minut, kanapki, dania z jajkiem w roli głównej, coś dla dzieci (zdecydowanie polecam, przetestowałam już 3 z jej przepisów), czy drugie śniadanie na wynos.

Całość wydana pięknie. Jako fotograf bardzo często zwracam uwagę na zdjęcia w książkach, a te tutaj zdecydowanie zachęcają do wypróbowania przepisów.

Książkę można znaleźć tutaj.








Read More
      edit

piątek, 23 czerwca 2017

Published 13:21 by with 0 comment

III Targ Śniadaniowy



Serdecznie zapraszam Was na niedzielne 3 już śniadanie na trawie, które odbędzie się w Białymstoku w ramach Half-Way Festiwal. Tym razem będziemy jeść wegańsko.

A w związku z tym, że śniadanie ma być wegańskie postanowiłam przetestować kilka nowych przepisów. W trakcie przygotowań parę razy myślałam, że mój blender wyzionie ducha. Wyłączał się z przegrzania. Ale tam gdzie blender mnie zawodził wolnoobrotowa wyciskarka do soków świetnie się sprawdzała. Jeszcze mi się nie zdarzało aż tak mocno jej eksploatować. W każdym bądź razie jestem mega zadowolona z efektów.

I tak pomogła mi zrobić masło orzechowe. Teraz już wiem, że aby otrzymać idealne masło trzeba orzechy przepuścić przez nią nie, jak to do tej pory robiłam 4 razy, ale aż 6. Dopiero wtedy uzyskuje się idealną konsystencję masełka orzechowego. W każdym bądź razie to masło przebija smakiem i zdecydowanie ceną sklepowe.

Zastanawiacie się czym Was uraczę i w jakiej postaci podam Wam to masło orzechowe?

A więc, gdy zjawicie się w niedzielę będziecie mogli spróbować:
  • dwa rodzaje sezamków
  • chałwę słonecznikową
  • pasztet z kaszy jaglanej i zielonej soczewicy z ketchupem z rabarbaru
  • ciastka owsiane z żurawiną i sezamem
  • scones z jabłkami i czekoladą na mące z maku
  • czekoladowe brownie z masłem orzechowym
  • batony energetyczne
  • lemoniadę z rabarbaru
  • chlebek z trzema rodzajami past (zieloną z bobu, pomarańczową z marchewki i czerwonej soczewicy, białą z pieczonego kalafiora oraz brązowe masełko daktylowo-orzechowe)
  • i jak mi się uda to drożdżówkę ze śliwkami (nie zawsze mi wychodzi)

Po raz kolejny stwierdzam, że dobra organizacja to podstawa. Nabrałam o tym jeszcze bardziej przekonania po Wege Tygodniu, gdzie wydawało mi się, że zrobiłam niewiele. Przecież się nie narobiłam, nie padałam z nóg jak zwykle. Ale jak zaczęliśmy wystawiać rzeczy na stół okazało się, że jednak trochę tego jednak jest.


Tym razem postanowiłam zrobić podobnie. Rozplanowałam sobie prace na cały tydzień. 
Read More
      edit

sobota, 27 maja 2017

Published 16:50 by with 2 comments

Weekendownik #1, czyli wegańskie sery i ciekawe przepisy u innych blogerów

Wraz z Nowym Rokiem, po 3 latach działalności postanowiłam ruszyć swojego bloga w troszkę inną stronę. Takie było przynajmniej założenie. Później urodziła się Alicja i wszystko stanęło w miejscu na moment (a przynajmniej teraz wydaje mi się, że był to moment, choć trwał on ponad 3 miesiące). Moim czasem zarządzał ktoś inny. Zresztą wciąż zarządza, ale teraz już przynajmniej Ala nie śpi na mnie, więc czasem uda mi się przysiąść przy komputerze.

Teraz, o ile sen mnie nie zmorzy wieczorami doszkalam się, rysuję i snuję plany. Nie wiem czy uda mi się zrealizować którekolwiek z moich Noworocznych postanowień, ponieważ mam wrażenie, że kolejny raz zbaczam z kursu i... zobaczę gdzie ten ciepły wiatr mnie zaprowadzi.

Jedną z nowości, jaką ostatnio postanowiłam wprowadzić (podpatrzone u Kasi z Worqshop) to weekendownik, w którym mam zamiar dzielić się z Wami pysznymi przepisami z innych blogów, które sama wypróbowałam oraz ciekawymi produktami i stronami związanymi w głównej mierze z żywieniem.

Dziś więc wita światło dzienne pierwszy post z cyklu Weekendownik, czyli polecajki. Także lecimy.




1) serotonina, czyli wegańskie sery pleśniowe

Ostatnio w "Slowly veggie", które prenumeruję przeczytałam artykuł o grupce ludzi z Wrocławia, którzy zajęli się produkcją wegańskich serów pleśniowych. Generalnie nie jestem weganką, ani moje dzieci nie są uczulone na mleko (wręcz je uwielbiają, chociaż Młody uwielbia również to z kartonu - roślinne), ale idea wegańskich serów pleśniowych mnie zachwyciła i szczerze zainteresowała. Bardzo dobrze zdaję sobie sprawę, że problem nietolerancji laktozy zatacza coraz większe kręgi. Widać to nawet w naszej zielonej kooperatywie, w której działamy. Ilość dzieci uczulonych na mleko krowie rośnie.

Fajnie, że powstają takie działania, że znajdują się pasjonaci, którzy mają pomysł i zapał, by coś z tym dalej zrobić. Bardzo chciałabym móc spróbować tych serów, jako, że sama kiedyś uwielbiałam "pleśniaki" (na razie ze względu na ciążę musiałam je odstawić), a wszystkie nowe smaki bardzo mnie ciekawią. Zastanawiam się jak mogą smakować sery na bazie soi albo orzechów nerkowca? Obstawiam, że są pyszne i mam nadzieję, że uda mi się sprowadzić je do naszej kooperatywy.

A dla zainteresowanych tematem podsyłam link do profilu Serotoniny na facebooku.



2) czekoladowy budyń z tofu z bloga ammniam.pl

To mój zdecydowany faworyt jeśli chodzi o ciekawe przepisy. Do tej pory przyzwyczaiłam się, że budyń, w zdrowszej wersji można zrobić jedynie z kaszy jaglanej. Nie powiem, Młody go uwielbia. Ale myślę, że ten przepis również podbił jego podniebienie. I ogromny plus za szybkość wykonania. Po prostu wrzucasz wszystko do blendera i włala. 

Ostatnio czas stał się dla mnie towarem deficytowym - rano moim czasem rządzi Alicja. Często zdarza mi się jeść śniadanie bardzo późno (jak na mnie). Najpierw robię je dzieciakom, ogarniam kuchnię i z grubsza pokój, a dopiero później, jak już położę Alę na drzemkę przychodzi pora na mnie. Więc takie proste i do tego pyszne przepisy są dla mnie jak znalazł.



3) bajki z gałganków


Uwielbiam rzeczy handmade. Mają swój urok i duszę, a często też dają drugie życie przedmiotom.  Sama przez długi czas szyłam i sprzedawałam przytulanki, głównie z własnych znoszonych dżinsów i bluzek, więc teraz jak widzę, że ktoś robi coś wyjątkowego to po prostu muszę się tym podzielić.

Ostatnio w czerwcowym numerze Weranda Country przeczytałam o Izabeli Gkagkanis, która szyje swoje przytulanki z różnych ubrań i zapewne nie było by w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że jej projekty są naprawdę niezwykłe. Przyciągają wzrok, przywracają miłe wspomnienia z dzieciństwa. Każda z maskotek na przyczepionej do niej etykiecie ma odręcznie wypisany skład - z ilu i jakich ubrań powstawała.



Read More
      edit

wtorek, 16 maja 2017

Published 13:23 by with 1 comment

Ciecierzyca duszona z ananasem

I już po Wege Targu. Miałam opisać swoje wrażenia jeszcze w niedzielę, ale nadrabiałam papierkowe zaległości z całego tygodnia. W sobotę zaś odsypiałam całe zmęczenie. Ogólnie ja na tego typu imprezach z reguły kipię energią, a po powrocie do domu czuję się jakby ktoś odciął mi zasilanie i najchętniej zapadłabym jak niedźwiedź w sen zimowy.

Sam piknik uważam za jeden z najfajniejszych w jakim do tej pory było mi dane wziąć udział. Pogoda dopisała. Ludzie również. Nawiązałam kilka ciekawych znajomości z których być może kiedyś coś wyniknie. To czas pokaże.

Miło wspominam między innymi rozmowę z mamą mojego kolegi ze studiów, akurat pojawiła się przy moim stanowisku. Chciała spróbować, czy domowej roboty chałwa może być tak samo dobra jak ta kupna. W ogóle dziwię się, że po tylu latach ta pani mnie poznała.


A to zdjęcie z białystokonline na którym razem z Al'em się załapaliśmy :)



Właśnie zorientowałam się, że na tym zdjęciu widać też Artka, który plątał się pomiędzy moimi nogami i wciąż pokazywał paluszkiem co to on by chciał zjeść. Straszny z niego łasuch.

A najmłodsza została w domu z babcia. Co 2-3 godziny śmigałam tylko na karmienie. W ogóle jestem z siebie (może to nie skromne, ale tak jest) bardzo zadowolona. Udało mi się przygotować wszystko co sobie założyłam i w sumie nie czuję tego zmęczenia przygotowań. Do tej pory zawsze było tak, że cały piątek poświęcałam na przygotowanie dosłownie WSZYSTKIEGO, a wieczorem padałam na twarz po to tylko by rano wstać i ruszyć na targ.

Tym razem było inaczej. Rozplanowałam sobie dokładnie co którego dnia muszę zrobić by się wyrobić. Specjalnie wybrałam sobie takie potrawy, które bez problemu mogły dłużej poleżeć. Pasztet tylko piekłam w czwartek, bo wiedziałam, że i tak jest lepszy jak poleży przynajmniej dzień w formie. A brownie robiłam na samym końcu.

Teraz będę przygotowywać się na 4 czerwca w Supraślu. Już powoli obmyślam kolejne menu i całościowy plan działania.



Składniki:

  • 3 łyżki oleju słonecznikowego
  • 2 słodkie białe cebule
  • 70 dag ziemniaków
  • 30 dag ugotowanej ciecierzycy
  • duży ananas
  • puszka pomidorów pelati
  • 2 szklanki soku pomidorowego
  • 1/2 łyżeczki przyprawy 5-ciu smaków
  • sól, pieprz
  • łyżeczka świeżo startego imbiru
  • pęczek kolendry, posiekany
  • garść orzechów ziemnych, prażonych, niesolonych
  1. Ananasa obieramy. Z połowy wyciskamy sok. Powinno być go ok. 3/4 szklanki. Pozostałą część owocu kroimy w małą kostkę. 
  2. W garnku z grubym dnem rozgrzewamy olej i szklimy poszatkowane cebule. Ziemniaki obieramy i kroimy w średniej wielkości kostkę. Dorzucamy do cebuli i lekko podsmażamy. Dorzucamy ciecierzycę i kostki ananasa. 
  3. Po ok. 5 minutach zalewamy pomidorami pelati oraz sokiem pomidorowym. Doprawiamy przyprawą 5 smaków, solą i pieprzem. Dusimy ok. 20 minut, dolewając - jeśli uznamy potrawę za zbyt gęstą - soku ananasowego.
  4. Pod koniec dodajemy imbir. Przed podaniem posypujemy obficie kolendrą i grubo posiekanymi orzechami.
Smacznego.
Read More
      edit

środa, 10 maja 2017

Published 08:59 by with 0 comment

Weganska majówka, czyli zaproszenie na Wege Targ



Wiem, że pogoda nie sprzyja Majówce. Wczoraj przez moment wydawało mi się nawet, że mamy środek lutego taka się rozpętała śnieżyca z gradem. Ale nie dajmy się. Trzymajmy kciuki za pogodę, tak by w najbliższą sobotę przywitało nas gorące słońce. 

Dlaczego akurat w najbliższą sobotę?

Ponieważ w najbliższą sobotę, tj. 13 maja odbędzie się kolejny Wege Targ, rozpoczynający zresztą tydzień weganizmu w Białymstoku.  Mnie również będziecie mogli tam spotkać, choć jeszcze nie do końca wyobrażam sobie jak to ogarnę przy 4 miesięcznym niemowlaku i dwójce starszych szalonych dzieciaków. 

W każdym bądź razie będziecie mogli u mnie spróbować:

  • wegańskich karobowych bezików na aquafabie (są pyszne, muszę je chować przed dzieciakami)
  • batonów energetycznych na bazie płatków owsianych i masła orzechowego
  • batonów energetycznych na bazie nasion
  • chałwy słonecznikowej
  • lemoniady rabarbarowej
  • paszteciki grzybowe z ogórkiem małosolnym
  • brownie z kremem orzechowym
  • scones z gruszkami i czekoladą na mące z maku
  • owsiane ciasteczka z czekoladą i żurawiną
  • oraz pesto (jeszcze zastanawiam się jakie i z czym je podam, ale w lodówce mam ogromne ilości natki z młodych marchewek )


Więcej informacji można przeczytać na stronie wydarzenia na fb tutaj. 
Read More
      edit

poniedziałek, 1 maja 2017

Published 12:44 by with 2 comments

37 faktów o mnie

Jako, że dziś mam urodziny, a dzieciaki już praktycznie śpią postanowiłam się z Wami podzielić troszkę innym wpisem niż zazwyczaj. Zainspirowała mnie do tego Magda z bloga Ammniam, która niedawno obchodziła swoje 35 urodziny.

Także dziś macie okazję poznać 37 nieznanych i niepublikowanych nigdzie wcześniej faktów o mnie. Ciekawej lektury Wam życzę. :]




  1. Moje rodzinne miasto to Białystok i choć czasem zżymam się, że nic się tu nie dzieje i że w każdym innym mieście szanse na pracę miałabym większe to nie zamieniłabym go na żadne inne.

  2. Z wykształcenia jestem informatykiem, choć od 12 lat pracuję jako grafik komputerowy - przez 11 lat na etacie, teraz na własny rachunek.

  3. Dzieciństwo, jak większość moich kolegów i koleżanek spędziłam pod blokiem grając w gumę, jeżdżąc na rolkach i rowerze, grając w monopoly czy wdrapując się na drzewa. Wszystko oczywiście z kluczem u szyi. Do tej pory ten okres mojego życia wspominam z sentymentem.

  4. W liceum grałam na gitarze. Później na studiach na to hobby, tak jak i na rysunek już nie starczyło mi czasu. Ta gitara jeszcze jest gdzieś w domu. Zabrałam ją ze sobą w czasie wyprowadzki od rodziców. Mam nadzieję, że może któreś z moich dzieci kiedyś zapała do niej miłością.

  5. W liceum uczyłam się w klasie o profilu matematyczno-fizycznym. 

  6. Na maturze zdawałam matematykę, angielski i polski. 

  7. uwielbiam psy i koty, a szczególnie koty, marzę by mieć kiedyś w domu jednego rasy Maine Coon (wielkie, ale ponoć najbardziej polecane alergikom). Choć na jedne i drugie mam alergię.

  8. od 9 lat hodujemy w domu szynszyle. Posiadamy dwie sztuki: szary to Gerald, a młodszy beżowy to Stefan. Wszystkie dzieciaki, które kiedykolwiek nas odwiedziły zawsze były nimi zachwycone.

  9. uwielbiam książki i często wydaję na nie całe swoje oszczędności. Rok temu przemeblowaliśmy duży pokój, w którym pojawił się dodatkowy regał na całej ścianie tak by zmieścić całą ilość. Jeżeli kiedykolwiek będziecie się zastanawiać co kupić mi na prezent urodzinowy to książka zdecydowanie będzie dobrym pomysłem.

  10. gotowanie pozwala mi się odprężyć, zrelaksować i wyciszyć, co często bywa niezwykle trudne gdy się ma pod opieką trójkę żywiołowych dzieci... rano, jak już zrobię śniadanie, od razu zabieram się za obiad (cały tydzień mam rozplanowany), a dzieciaki mają tedy czas by się kreatywnie ponudzić razem w domu...

  11. marzę o prowadzeniu warsztatów kulinarnych dla dzieci i nie z doskoku jak do tej pory, czy z okazji Dni Bliskości, ale również na wzór "Szkoły na widelcu" Grzegorza Łopanowskiego w Warszawie. Generalnie marzy mi się posiadanie własnego miejsca z przestrzenią warsztatową w której mogłabym prowadzić różne warsztaty i nie koniecznie tylko dla dzieci. Zobaczymy, może kiedyś to marzenie się ziści.

  12. wegetarianką jestem od 3 lat (mój mąż jest od dwudziestu kilku), czyli dokładnie od momentu zajścia przeze mnie w kolejną ciążę, tym razem z Artkiem. Wcześniej zdarzało mi się jeść mięso raz w tygodniu, z reguły u rodziców na obiadkach niedzielnych, ale potem coś we mnie pękło. Już nie pamiętam dokładnie czy nie było to po kolejnym artykule w internecie przeczytanym na temat "procesu przetwórczego i hodowli zwierząt" w każdym bądź razie już po prostu nie mogłam się świadomie przyczyniać do tego bezgranicznego cierpienia zwierząt. Dla porównania wyniki krwi będąc w ciąży z Artkiem miałam o niebo lepsze niż będąc parę lat wcześniej z Olą i jedząc mięso. Wtedy miałam pod koniec anemię, a tym razem miałam wszystko w normie. Nasze dzieci też nie jedzą mięsa, pomimo, że rodzina na nas napierała na początku, że sami możemy mięska nie jeść ale dzieciom to musimy podawać, bo się będą źle rozwijać.

  13. Od dziecka uwielbiałam książki. W drugiej klasie szkoły podstawowej odkryłam, że niedaleko domu znajduje się biblioteka osiedlowa z książkami dla dzieci. Wędrowałam do niej codziennie po nowe pozycje do czytania. Wtedy też poznałam komiks i Thorgala.

  14. Rzadko ubieram sukienki i spódnice, choć mam do nich słabość i często je kupuję. Chyba muszę to zmienić.

  15. Uwielbiam rysować i po raz kolejny wróciłam do tego hobby. Będąc w czwartej klasie, za namową pani robiłam ilustrowany katalog książkowy dla najmłodszych dzieci w bibliotece. A będąc w klasie szóstej, również za namową pani z biblioteki szkolnej wzięłam udział w konkursie plastycznym na obwolutę książki szkolnej (miała nie być to lektura), który wygrałam.

  16. Nie lubię rywalizować.

  17. Moim nowym hobby którego odkrycie zbiegło się mniej więcej z pojawieniem się Alicji na świecie jest handlettering i kaligrafia. Kursy graficzne i inne w tym temacie można śledzić na kolejnym moim blogu DreamCatcher (długo się zastanawiałam o czym ma być ten blog i nareszcie mnie olśniło)


  18. Z dzieciakami na spacer wychodzimy w każdą pogodę, nawet gdy pada. Zakładamy kalosze, bierzemy parasolki i idziemy poskakać w kałużach. Ostatnio Ola spytała się czy może postać chwilę na gradzie i nie, nie było to za karę.

  19. W mojej pierwszej pracy "w zawodzie" (jako grafik) przepracowałam pierwsze pół roku kompletnie za darmo. Nie wiem czy firma ta wciąż istnieje. Aczkolwiek wiedza jaką stamtąd wyniosłam była ogromna i zdecydowanie przydała mi się później w życiu.

  20. Prawo jazdy zdałam mając 18 lat. Mając brata instruktora nauki jazdy nie mogło zresztą być inaczej. Samodzielnie jeździć zaczęłam jednak dopiero 10 lat później i nie obło się przy tym bez kilku niegroźnych stłuczek i otarć.

  21. Kocham ziemniaki w każdej postaci, jednak najbardziej te w postaci placków ziemniaczanych (pamiętam jak miałam jakieś 10 lat i babcia kazała mi je smażyć samej na piecu kaflowym... ), frytek i te pieczone ze skórką z ogniska z masełkiem czosnkowym.

  22. Uwielbiam czekoladę i wszystko z jej dodatkiem.

  23. W pierwszej ciąży miałam cukrzycę - tak się w głównej mierze zaczęła moja przygoda ze zdrowym odżywianiem się.

  24. Chciałabym mieć w końcu czas by ogarnąć balkon - chcę przetestować sadzenie różnych warzyw w skrzynkach. W tym roku mamy już posiane i skiełkowane papryczki chilli,pomidorki koktajlowe oraz bazylię (to te rzeczy, które się utrzymały, bo wysianych mieliśmy trochę więcej "eksperymentów"). Poza tym na balkonie rośnie nam jeszcze grusza karłowata o dwóch odmianach. Niestety musieliśmy zabrać ją z działki, gdyż tam, w sąsiedztwie jałowców wciąż chorowała. Ponadto planujemy wysiać w tym roku jeszcze własne truskawki bądź poziomki.

  25. W czasie mojej pracy w korpo zdarzało mi się popalać papierosy, bo tylko wtedy można było wyjść na zewnątrz budynku na przerwę. Wiem, że to głupie, ale tylko tak można było dać odpocząć oczom.

  26. Kiedyś wakacje nad morzem wydawały mi się niezmiernie nudne. Od kiedy mam dzieci spędzamy nad Bałtykiem prawie każde wakacje, ale o nudzie nie ma mowy.

  27. Będąc na studiach uwielbiałam wyjeżdżać w góry, głównie na czeską część Tatr. Myślę, że jeszcze kiedyś w góry powrócimy. W poprzednie wakacje wyjechaliśmy w Bieszczady i było widać, że Ola też podłapała górskiego bakcyla. Szczególnie, że bardzo często wspomina ten wyjazd.
  28. Uchodzę za spokojnego człowieka, ale moje dzieciaki dobrze o tym wiedzą, że mój spokój ma również swoje granice.

  29. Rok temu mieliśmy bliskie spotkanie z sarną na drodze, które mocno przeżyłam. Sarnie nic się nie stało, zdołała uciec, ale nasz samochód po dachowaniu nadawał się tylko do kasacji. Od tamtej pory boję się wracać wieczorami z dalekich podróży.
  30. W przeszłości zajmowałam się również scrapbookingiem.

  31. Na studiach zarabiałam jako hostessa na promocjach.

  32. Miłością do fotografii zaraził mnie ojciec, który w domu (głównie w łazience) urządzał sobie ciemnię i wywoływał zdjęcia. Mam nawet jego Zenita w domu.
  33. Pracując w korpo dorabiałam jako wizażystka i prowadząc kursy z grafiki.

  34. Pracuję wieczorami, pod warunkiem, że jeden z czterech budzików mnie dobudzi. Zwykle siedzę przy komputerze od północy do 4 rano, czyli do momentu jak rooter nie odcina mi netu ;)

  35. W dzieciństwie świetnie jeździłam na łyżwach. Na lodowisku spędzałam praktycznie całe ferie z bratem. To były czasy gdy łyżwy można było wypożyczyć u rodziców w pracy, więc leżały one u nas w domu przez całą zimę.

  36. Nie oglądam dziennika, wiadomości słucham przez radio (no i śledzę w internecie). Dzięki temu mam spokojniejszy umysł.

  37. I ostatnie, pomimo, że kończę 37 urodziny, większość osób uważa że mam około 25. Kiedyś mnie to irytowało, że mając 25 lat wciąż musiałam pokazywać dowód osobisty w sklepach nawet przy kupnie piwa bezalkoholowego. Teraz tylko mnie to cieszy.

I to chyba na tyle ciekawostek :). Będzie mi miło jak napiszecie, który z tych faktów zaskoczył Was najbardziej, a póki co życzę Wam miłej dalszej części długiego majowego weekendu. 

Read More
      edit

niedziela, 26 marca 2017

Published 03:42 by with 4 comments

SHARE WEEK 2017, czyli moje ulubione miejsca w sieci

Jak co roku w marcu Andrzej Tucholski ogłasza Share Week. Do tej pory uważnie śledziłam typy innych. Przyglądałam się co one polecają, czym się interesują. W tym roku, postanowiłam sama podzielić się własnymi ulubionymi blogami, do których zaglądam bardzo często, szczegolnie gdy potrzebuję inspiracji.



Przyznaję, że czytam sporo. Moje Feedly pęka w szwach, nie na wszystkie blogi zaglądam codziennie (z braku czasu), ale jest kilka blogów (niekoniecznie polskich, które po prostu uwielbiam). Share week to świetna okazja by pokazać ich twórcom , że doceniamy to co dla nas tworzą.

Dziś, przy okazji kolejnego Share Weeka chcę Wam pokazać trzy najciekawsze moim zdaniem, miejsca w sieci.



Moim zdecydowanym numerem jeden jest blog mamarak.pl. Po prostu uwielbiam go, szczególnie za szerzenie nieskrępowanej żadną formą "edukacji" plastycznej najmłodszych. Być może lubię go też dlatego, że widzę w nim odbicie siebie. Też jestem grafikiem i mamą. Być może trochę niespełnioną, gdyż pracując na etacie (wcześniej, ten etap w moim życiu się jakiś czas temu zakończył) bałam się pójść "własną drogą" i w sumie wciąż tych obaw się nie pozbyłam. I dlatego bardzo mnie cieszy, że innym się to udaje.

Bardzo często też korzystam z pomysłów i materiałów, które Martyna udostępnia na swoim blogu.




Kolejnym moim typem to blog korneliaorwat.pl. Dwa główne tematy na blogu Kornelii to  edukacja domowa oraz idea zero waste.

Moja najstarsza w tym roku kończy 6 lat więc oficjalnie staniemy się zerówkowiczem. Z związku z tym, że Akacja jest nieformalną grupą przedszkolną musimy związać się z jakąś szkołą, najlepiej taką, która wspiera edukację domową. Dlatego też temat ten jest dla mnie bardzo na czasie.

O idei zero waste słyszałam już parę lat temu. Tym bardziej, że na zagranicznych blogach pojawia się coraz częściej. W Polsce idea ta dopiero kiełkuje, więc tym bardziej ludzie działający by ją szerzyć są godni polecenia. Kornelia na swoim blogu pokazuje naprawdę proste sposoby na drobne zmiany jakie możemy wprowadzić we własnym życiu tak by generować mniej śmieci i żyć bardziej świadomie.




Ostatni z blogów, który chciałabym Wam polecić to Mała Cukierenka. Uwielbiam ją za przepiękne zdjęcia. Ciasta od których ślinka cieknie na sam widok. I za zdrowe środy, którymi najbardziej się inspiruję.

I za dział bezglutenowy też, z którego coraz częściej korzystam ze względu na nasze pobyty w Akacji, gdzie mamy jeden dzień w tygodniu dyżuru z gotowaniem.



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Zastanawiam się jakie nowe ciekawe miejsca odkryję po tego rocznym Share Weeku. W jakie tematy wsiąknę. Jakie blogi polubię. I serdecznie zachęcam Was do podzielenia się waszymi typami.


Read More
      edit