sobota, 27 maja 2017

Published 16:50 by with 2 comments

Weekendownik #1, czyli wegańskie sery i ciekawe przepisy u innych blogerów

Wraz z Nowym Rokiem, po 3 latach działalności postanowiłam ruszyć swojego bloga w troszkę inną stronę. Takie było przynajmniej założenie. Później urodziła się Alicja i wszystko stanęło w miejscu na moment (a przynajmniej teraz wydaje mi się, że był to moment, choć trwał on ponad 3 miesiące). Moim czasem zarządzał ktoś inny. Zresztą wciąż zarządza, ale teraz już przynajmniej Ala nie śpi na mnie, więc czasem uda mi się przysiąść przy komputerze.

Teraz, o ile sen mnie nie zmorzy wieczorami doszkalam się, rysuję i snuję plany. Nie wiem czy uda mi się zrealizować którekolwiek z moich Noworocznych postanowień, ponieważ mam wrażenie, że kolejny raz zbaczam z kursu i... zobaczę gdzie ten ciepły wiatr mnie zaprowadzi.

Jedną z nowości, jaką ostatnio postanowiłam wprowadzić (podpatrzone u Kasi z Worqshop) to weekendownik, w którym mam zamiar dzielić się z Wami pysznymi przepisami z innych blogów, które sama wypróbowałam oraz ciekawymi produktami i stronami związanymi w głównej mierze z żywieniem.

Dziś więc wita światło dzienne pierwszy post z cyklu Weekendownik, czyli polecajki. Także lecimy.




1) serotonina, czyli wegańskie sery pleśniowe

Ostatnio w "Slowly veggie", które prenumeruję przeczytałam artykuł o grupce ludzi z Wrocławia, którzy zajęli się produkcją wegańskich serów pleśniowych. Generalnie nie jestem weganką, ani moje dzieci nie są uczulone na mleko (wręcz je uwielbiają, chociaż Młody uwielbia również to z kartonu - roślinne), ale idea wegańskich serów pleśniowych mnie zachwyciła i szczerze zainteresowała. Bardzo dobrze zdaję sobie sprawę, że problem nietolerancji laktozy zatacza coraz większe kręgi. Widać to nawet w naszej zielonej kooperatywie, w której działamy. Ilość dzieci uczulonych na mleko krowie rośnie.

Fajnie, że powstają takie działania, że znajdują się pasjonaci, którzy mają pomysł i zapał, by coś z tym dalej zrobić. Bardzo chciałabym móc spróbować tych serów, jako, że sama kiedyś uwielbiałam "pleśniaki" (na razie ze względu na ciążę musiałam je odstawić), a wszystkie nowe smaki bardzo mnie ciekawią. Zastanawiam się jak mogą smakować sery na bazie soi albo orzechów nerkowca? Obstawiam, że są pyszne i mam nadzieję, że uda mi się sprowadzić je do naszej kooperatywy.

A dla zainteresowanych tematem podsyłam link do profilu Serotoniny na facebooku.



2) czekoladowy budyń z tofu z bloga ammniam.pl

To mój zdecydowany faworyt jeśli chodzi o ciekawe przepisy. Do tej pory przyzwyczaiłam się, że budyń, w zdrowszej wersji można zrobić jedynie z kaszy jaglanej. Nie powiem, Młody go uwielbia. Ale myślę, że ten przepis również podbił jego podniebienie. I ogromny plus za szybkość wykonania. Po prostu wrzucasz wszystko do blendera i włala. 

Ostatnio czas stał się dla mnie towarem deficytowym - rano moim czasem rządzi Alicja. Często zdarza mi się jeść śniadanie bardzo późno (jak na mnie). Najpierw robię je dzieciakom, ogarniam kuchnię i z grubsza pokój, a dopiero później, jak już położę Alę na drzemkę przychodzi pora na mnie. Więc takie proste i do tego pyszne przepisy są dla mnie jak znalazł.



3) bajki z gałganków


Uwielbiam rzeczy handmade. Mają swój urok i duszę, a często też dają drugie życie przedmiotom.  Sama przez długi czas szyłam i sprzedawałam przytulanki, głównie z własnych znoszonych dżinsów i bluzek, więc teraz jak widzę, że ktoś robi coś wyjątkowego to po prostu muszę się tym podzielić.

Ostatnio w czerwcowym numerze Weranda Country przeczytałam o Izabeli Gkagkanis, która szyje swoje przytulanki z różnych ubrań i zapewne nie było by w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że jej projekty są naprawdę niezwykłe. Przyciągają wzrok, przywracają miłe wspomnienia z dzieciństwa. Każda z maskotek na przyczepionej do niej etykiecie ma odręcznie wypisany skład - z ilu i jakich ubrań powstawała.



Read More
      edit

poniedziałek, 22 maja 2017

Published 14:25 by with 1 comment

Placki z kaszy gryczanej z kurkami w śmietanie

Na reszcie przyszła wiosna, choć może powinnam powiedzieć lato. Za oknem kwitną bzy i kasztanowce. W ciągu tygodnia na działce u babci rozkwitły na różowo jabłonie.

Nasz balkon też się powoli zapełnia roślinkami. Wczoraj posadziliśmy niezapominajki przytargane z działki oraz bazylię cytrynową, pomidorki koktajlowe i papryczkę chilli. Dziś oglądałyśmy z Olą sadzonki kwiatowe na pobliskim ryneczku. Marzy mi się balkon z prawdziwego zdarzenia, ale wiem, że przy małym dziecku raczej nie dane mi będzie te marzenia (przynajmniej w tym roku) zrealizować. Na razie tworzę sobie namiastkę przyszłości. Sprawdzam i testuję.




Zastanawiam się czy dałoby się rzodkieweczki wyhodować w skrzynce na balkonie? Może ktoś z Was ma doświadczenia w takiej uprawie.

A przepisowo dziś dalej grzyby - już widać grzybowe dno w moim zamrażalniku. Jeszcze zostało mi trochę bobu do wyczyszczenia i owoców przed kolejnym sezonem. Także spodziewajcie się w najbliższej przyszłości bobowych eksperymentów. O ile wyjdą zjadliwe na pewno się nimi podzielę.







Składniki:
Placki:

  • bulion grzybowy
  • 10 dag kaszy gryczanej
  • 5 czubatych łyżek sera wędzonego (użyłam korycińskiego wędzonego, jako, że to nasz ser regionalny)
  • jajko
  • sól
  • świeżo mielony pieprz
  • masło klarowane do smażenia
Sos:
  • 35 dag kurek
  • pęczek natki pietruszki
  • 3 łyżki masła
  • oliwa
  • 1/2 czerwonej cebuli, obranej i pokrojonej w cienkie plasterki
  • sól morska
  • świeżo mielony czarny pieprz
  • 150ml śmietany 12%
  • cytryna
  1. Placki: kaszę gryczaną gotować w bulionie 20 minut, odsączyć. Kaszę wsypać do miseczki, ostudzić, dodać parmezan i jajko, przyprawić solą i pieprzem, dokładnie wyrobić. Na patelni rozgrzać masło klarowane i smażyć placki, nakładając kaszę łyżką. Smażyć z dwóch stron na złoto.
  2. Sos: natkę pietruszki opłukać, osuszyć, drobno posiekać, zachowując kilka całych listków. Masło włożyć do rozgrzanego rondla, a gdy tylko zacznie się topić, dodać trochę oliwy, wrzucić grzyby, cebulę pokrojoną w plasterki oraz szczyptę soli i pieprzu. Wymieszać i smażyć ok. 8 minut, aż cebula zmięknie, a kurki zaczną się przysmażać, przybierając intensywny kolor. Dodać posiekaną natkę pietruszki, a następnie wlać śmietankę, Podgrzewać, mieszając, przez kolejną minutę, aż sos się zagotuje. Dodać sporo soku z cytryny i ewentualnie doprawić solą i pieprzem.
  3. Placki ułożyć na talerzach, podawać z sosem grzybowym, posypane natką pietruszki lub koperkiem.
Smacznego.
Read More
      edit

wtorek, 16 maja 2017

Published 13:23 by with 1 comment

Ciecierzyca duszona z ananasem

I już po Wege Targu. Miałam opisać swoje wrażenia jeszcze w niedzielę, ale nadrabiałam papierkowe zaległości z całego tygodnia. W sobotę zaś odsypiałam całe zmęczenie. Ogólnie ja na tego typu imprezach z reguły kipię energią, a po powrocie do domu czuję się jakby ktoś odciął mi zasilanie i najchętniej zapadłabym jak niedźwiedź w sen zimowy.

Sam piknik uważam za jeden z najfajniejszych w jakim do tej pory było mi dane wziąć udział. Pogoda dopisała. Ludzie również. Nawiązałam kilka ciekawych znajomości z których być może kiedyś coś wyniknie. To czas pokaże.

Miło wspominam między innymi rozmowę z mamą mojego kolegi ze studiów, akurat pojawiła się przy moim stanowisku. Chciała spróbować, czy domowej roboty chałwa może być tak samo dobra jak ta kupna. W ogóle dziwię się, że po tylu latach ta pani mnie poznała.


A to zdjęcie z białystokonline na którym razem z Al'em się załapaliśmy :)



Właśnie zorientowałam się, że na tym zdjęciu widać też Artka, który plątał się pomiędzy moimi nogami i wciąż pokazywał paluszkiem co to on by chciał zjeść. Straszny z niego łasuch.

A najmłodsza została w domu z babcia. Co 2-3 godziny śmigałam tylko na karmienie. W ogóle jestem z siebie (może to nie skromne, ale tak jest) bardzo zadowolona. Udało mi się przygotować wszystko co sobie założyłam i w sumie nie czuję tego zmęczenia przygotowań. Do tej pory zawsze było tak, że cały piątek poświęcałam na przygotowanie dosłownie WSZYSTKIEGO, a wieczorem padałam na twarz po to tylko by rano wstać i ruszyć na targ.

Tym razem było inaczej. Rozplanowałam sobie dokładnie co którego dnia muszę zrobić by się wyrobić. Specjalnie wybrałam sobie takie potrawy, które bez problemu mogły dłużej poleżeć. Pasztet tylko piekłam w czwartek, bo wiedziałam, że i tak jest lepszy jak poleży przynajmniej dzień w formie. A brownie robiłam na samym końcu.

Teraz będę przygotowywać się na 4 czerwca w Supraślu. Już powoli obmyślam kolejne menu i całościowy plan działania.



Składniki:

  • 3 łyżki oleju słonecznikowego
  • 2 słodkie białe cebule
  • 70 dag ziemniaków
  • 30 dag ugotowanej ciecierzycy
  • duży ananas
  • puszka pomidorów pelati
  • 2 szklanki soku pomidorowego
  • 1/2 łyżeczki przyprawy 5-ciu smaków
  • sól, pieprz
  • łyżeczka świeżo startego imbiru
  • pęczek kolendry, posiekany
  • garść orzechów ziemnych, prażonych, niesolonych
  1. Ananasa obieramy. Z połowy wyciskamy sok. Powinno być go ok. 3/4 szklanki. Pozostałą część owocu kroimy w małą kostkę. 
  2. W garnku z grubym dnem rozgrzewamy olej i szklimy poszatkowane cebule. Ziemniaki obieramy i kroimy w średniej wielkości kostkę. Dorzucamy do cebuli i lekko podsmażamy. Dorzucamy ciecierzycę i kostki ananasa. 
  3. Po ok. 5 minutach zalewamy pomidorami pelati oraz sokiem pomidorowym. Doprawiamy przyprawą 5 smaków, solą i pieprzem. Dusimy ok. 20 minut, dolewając - jeśli uznamy potrawę za zbyt gęstą - soku ananasowego.
  4. Pod koniec dodajemy imbir. Przed podaniem posypujemy obficie kolendrą i grubo posiekanymi orzechami.
Smacznego.
Read More
      edit