niedziela, 18 czerwca 2017

Published 15:25 by with 0 comment

Zielony detoks - recenzja książki

Całkiem niedawno w moje ręce trafiła książką Zbigniewa T. Nowaka pod tytułem "Zielony detoks". Zainteresowała mnie szczególnie, że  ciekawią mnie (być może mam to po swojej mamie) wszystkie naturalne metody wspomagania, czy raczej leczenia organizmu.

Książka opisuje 25 roślin leczniczych, niektórych egzotycznych, a część tak pospolitych i używanych na co dzień w naszej kuchni, że może nawet już nie pamiętamy, że mają one działanie pro zdrowotne.

A więc mamy tu opisy:

  • aronii czarnoowocowej
  • bakopa drobnolistnej
  • borówki czernicy (czarnej jagody)
  • czosnku pospolitego
  • cebuli zwyczajnej
  • cytryńca chińskiego
  • głogu jedno i dwuszyjkowego
  • porzeczki czarnej
  • róży dzikiej i pomarszczonej
  • różenieca górskiego
  • rokitnika zwyczajnego
  • winorośli właściwej
  • wąkroty azjatyckiej
  • tarczycy bajkalskiej
  • żen-szenia prawdziwego
  • żurawiny błotnej i amerykańskiej
Książka nie różniłaby się od innych gdyby zawierała jedynie same opisy wyżej wymienionych roślin. Każdy rozdział zawiera również historie, jak na przeciągu dziesięcioleci człowiek wykorzystywał te rośliny do samoleczenia i jak z tej wiedzy możemy korzystać dziś. 

Zbigniew T. Nowak podaje genialnie proste receptury soków, naparów, nalewek, do stworzenia których nie potrzebna jest żadna tajemna wiedza.

Książka jest do kupienia tutaj.









Read More
      edit

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Published 14:38 by with 0 comment

Sałatka kartoflana z ogórkami małosolnymi

Zaczyna się mój ulubiony okres w roku.

Czas małosolniaczków, botwinki, młodej kapustki i całej gamy świeżych warzyw i owoców, których nie sposób tu wymienić. Zawsze, już chyba nie raz o tym wspominałam, mam dylemat " co jako pierwsze wziąć na ruszt". Człowiek chciałby się tym wszystkim nasycić, ale nie może.

Po prostu raj dla wegetarian i wegan. Choć nie powiem - zimowa kuchnia również ma swoje uroki.

Szkoda tylko, że jednak gruszek na naszej gruszy w tym roku nie będzie. Na wiosnę zaczęła kwitnąć, a potem przyszły przymrozki. A już się cieszyliśmy z dzieciakami, że będziemy mieć pierwsze owoce, zupełnie jak w naszej ulubionej lekturze o "Jabłonce Eli". A tu pech.

W sumie to nie jestem pewna czy w ogóle jej nie wymroziło, bo żadnego liścia więcej już nie wypuściła. Byłby to jeszcze większy pech.

A dziś przychodzę do Was z prostą, szybką i łatwą sałatką z moim ulubionym składnikiem. Uwielbiam zajadać ją siedząc wieczorem na balkonie.



Składniki:

  • 4-5 ugotowanych w łupinie młodych kartofli
  • 6 ogórków małosolnych
  • młody por
  • 4 dymki ze szczypiorkiem
  • po 1/2 pęczka koperku i natki pietruszki
  • 2 jajka na twardo
  • łyżka majonezu
  • 4 łyżki gęstej kwaśnej śmietany
  • sól, pieprz
  1. Kartofle kroimy (ze skórką) w grube plasterki, ogórki w plasterki, pora (tylko białą część) w cienkie krążki. Pora przekładamy na sitko, oprószamy solą i zostawiamy, by zmiękł. Dymki razem ze szczypiorkiem drobno kroimy. Koper i natkę siekamy. Jajka siekamy jak najdrobniej. 
  2. Majonez ucieramy ze śmietaną i jajkami, przyprawiamy solą i pieprzem, mieszamy z posiekaną zieleniną. W salaterce mieszamy pokrojone warzywa, na wierzch kładziemy kleksy sosu.
Smacznego.

Jeśli posmakowała Wam ta sałatka to z pewnością przypadnie Wam również wersja z kalafiorem do gustu. To takie moje letnie ulubieńce.
Read More
      edit

czwartek, 1 czerwca 2017

Published 15:07 by with 4 comments

Bezglutenowe brownie z soczewicy

Dzisiejszy Dzień Dziecka świętowaliśmy w Akacji. Najpierw było wspólne szukanie składników do przygotowania czekolady, które jakiś chochlik zakopał w ogrodzie zostawiając nam jedynie mapę skarbów. Następnie dzieciaki zabrały się za przygotowanie słodkości. Było dużo odmierzania, mieszania no i oczywiście podjadania.

Szkoda, że nie widzieliście ich buziek. Były reklamą zachęcającą do spróbowania samą w sobie.

W każdym bądź razie czekolady już nie ma. Została zjedzona. :) Pozostało po niej jedynie wspomnienie smaku. Zamiast tego mam dziś dla Was przepis, kolejny przepis na brownie. I po raz kolejny jest to przepis z jakiegoś strączka. Tym razem na ruszt poszła soczewica.






Składniki:

  • 200g brązowej soczewicy
  • 2 małe banany
  • 3 jajka
  • 30g kakao
  • 4 łyżki miodu
  • 3/4 łyżeczki sody
Polewa:
  • nieduże awokado
  • mały banan
  • 3 łyżki kakao
  • 2 łyżki melasy
  • garść posiekanych pistacji
  1. Soczewicę gotujemy 45-50 minut do miękkości, odcedzamy i zostawiamy do ostygnięcia. Banany obieramy, jajka wbijamy do miseczki. Przekładamy wszystkie składniki ciasta do blendera i dokładnie miksujemy. Przekładamy do posmarowanej tłuszczem i posypanej bułką tartą blaszki i pieczemy około godziny w 170 st. 
  2. Na polewę miksujemy obrane awokado bez pestki z bananem, kakao i melasą. Smarujemy nią brownie i posypujemy pistacjami,
Smacznego.
Read More
      edit

sobota, 27 maja 2017

Published 16:50 by with 2 comments

Weekendownik #1, czyli wegańskie sery i ciekawe przepisy u innych blogerów

Wraz z Nowym Rokiem, po 3 latach działalności postanowiłam ruszyć swojego bloga w troszkę inną stronę. Takie było przynajmniej założenie. Później urodziła się Alicja i wszystko stanęło w miejscu na moment (a przynajmniej teraz wydaje mi się, że był to moment, choć trwał on ponad 3 miesiące). Moim czasem zarządzał ktoś inny. Zresztą wciąż zarządza, ale teraz już przynajmniej Ala nie śpi na mnie, więc czasem uda mi się przysiąść przy komputerze.

Teraz, o ile sen mnie nie zmorzy wieczorami doszkalam się, rysuję i snuję plany. Nie wiem czy uda mi się zrealizować którekolwiek z moich Noworocznych postanowień, ponieważ mam wrażenie, że kolejny raz zbaczam z kursu i... zobaczę gdzie ten ciepły wiatr mnie zaprowadzi.

Jedną z nowości, jaką ostatnio postanowiłam wprowadzić (podpatrzone u Kasi z Worqshop) to weekendownik, w którym mam zamiar dzielić się z Wami pysznymi przepisami z innych blogów, które sama wypróbowałam oraz ciekawymi produktami i stronami związanymi w głównej mierze z żywieniem.

Dziś więc wita światło dzienne pierwszy post z cyklu Weekendownik, czyli polecajki. Także lecimy.




1) serotonina, czyli wegańskie sery pleśniowe

Ostatnio w "Slowly veggie", które prenumeruję przeczytałam artykuł o grupce ludzi z Wrocławia, którzy zajęli się produkcją wegańskich serów pleśniowych. Generalnie nie jestem weganką, ani moje dzieci nie są uczulone na mleko (wręcz je uwielbiają, chociaż Młody uwielbia również to z kartonu - roślinne), ale idea wegańskich serów pleśniowych mnie zachwyciła i szczerze zainteresowała. Bardzo dobrze zdaję sobie sprawę, że problem nietolerancji laktozy zatacza coraz większe kręgi. Widać to nawet w naszej zielonej kooperatywie, w której działamy. Ilość dzieci uczulonych na mleko krowie rośnie.

Fajnie, że powstają takie działania, że znajdują się pasjonaci, którzy mają pomysł i zapał, by coś z tym dalej zrobić. Bardzo chciałabym móc spróbować tych serów, jako, że sama kiedyś uwielbiałam "pleśniaki" (na razie ze względu na ciążę musiałam je odstawić), a wszystkie nowe smaki bardzo mnie ciekawią. Zastanawiam się jak mogą smakować sery na bazie soi albo orzechów nerkowca? Obstawiam, że są pyszne i mam nadzieję, że uda mi się sprowadzić je do naszej kooperatywy.

A dla zainteresowanych tematem podsyłam link do profilu Serotoniny na facebooku.



2) czekoladowy budyń z tofu z bloga ammniam.pl

To mój zdecydowany faworyt jeśli chodzi o ciekawe przepisy. Do tej pory przyzwyczaiłam się, że budyń, w zdrowszej wersji można zrobić jedynie z kaszy jaglanej. Nie powiem, Młody go uwielbia. Ale myślę, że ten przepis również podbił jego podniebienie. I ogromny plus za szybkość wykonania. Po prostu wrzucasz wszystko do blendera i włala. 

Ostatnio czas stał się dla mnie towarem deficytowym - rano moim czasem rządzi Alicja. Często zdarza mi się jeść śniadanie bardzo późno (jak na mnie). Najpierw robię je dzieciakom, ogarniam kuchnię i z grubsza pokój, a dopiero później, jak już położę Alę na drzemkę przychodzi pora na mnie. Więc takie proste i do tego pyszne przepisy są dla mnie jak znalazł.



3) bajki z gałganków


Uwielbiam rzeczy handmade. Mają swój urok i duszę, a często też dają drugie życie przedmiotom.  Sama przez długi czas szyłam i sprzedawałam przytulanki, głównie z własnych znoszonych dżinsów i bluzek, więc teraz jak widzę, że ktoś robi coś wyjątkowego to po prostu muszę się tym podzielić.

Ostatnio w czerwcowym numerze Weranda Country przeczytałam o Izabeli Gkagkanis, która szyje swoje przytulanki z różnych ubrań i zapewne nie było by w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że jej projekty są naprawdę niezwykłe. Przyciągają wzrok, przywracają miłe wspomnienia z dzieciństwa. Każda z maskotek na przyczepionej do niej etykiecie ma odręcznie wypisany skład - z ilu i jakich ubrań powstawała.



Read More
      edit

poniedziałek, 22 maja 2017

Published 14:25 by with 1 comment

Placki z kaszy gryczanej z kurkami w śmietanie

Na reszcie przyszła wiosna, choć może powinnam powiedzieć lato. Za oknem kwitną bzy i kasztanowce. W ciągu tygodnia na działce u babci rozkwitły na różowo jabłonie.

Nasz balkon też się powoli zapełnia roślinkami. Wczoraj posadziliśmy niezapominajki przytargane z działki oraz bazylię cytrynową, pomidorki koktajlowe i papryczkę chilli. Dziś oglądałyśmy z Olą sadzonki kwiatowe na pobliskim ryneczku. Marzy mi się balkon z prawdziwego zdarzenia, ale wiem, że przy małym dziecku raczej nie dane mi będzie te marzenia (przynajmniej w tym roku) zrealizować. Na razie tworzę sobie namiastkę przyszłości. Sprawdzam i testuję.




Zastanawiam się czy dałoby się rzodkieweczki wyhodować w skrzynce na balkonie? Może ktoś z Was ma doświadczenia w takiej uprawie.

A przepisowo dziś dalej grzyby - już widać grzybowe dno w moim zamrażalniku. Jeszcze zostało mi trochę bobu do wyczyszczenia i owoców przed kolejnym sezonem. Także spodziewajcie się w najbliższej przyszłości bobowych eksperymentów. O ile wyjdą zjadliwe na pewno się nimi podzielę.







Składniki:
Placki:

  • bulion grzybowy
  • 10 dag kaszy gryczanej
  • 5 czubatych łyżek sera wędzonego (użyłam korycińskiego wędzonego, jako, że to nasz ser regionalny)
  • jajko
  • sól
  • świeżo mielony pieprz
  • masło klarowane do smażenia
Sos:
  • 35 dag kurek
  • pęczek natki pietruszki
  • 3 łyżki masła
  • oliwa
  • 1/2 czerwonej cebuli, obranej i pokrojonej w cienkie plasterki
  • sól morska
  • świeżo mielony czarny pieprz
  • 150ml śmietany 12%
  • cytryna
  1. Placki: kaszę gryczaną gotować w bulionie 20 minut, odsączyć. Kaszę wsypać do miseczki, ostudzić, dodać parmezan i jajko, przyprawić solą i pieprzem, dokładnie wyrobić. Na patelni rozgrzać masło klarowane i smażyć placki, nakładając kaszę łyżką. Smażyć z dwóch stron na złoto.
  2. Sos: natkę pietruszki opłukać, osuszyć, drobno posiekać, zachowując kilka całych listków. Masło włożyć do rozgrzanego rondla, a gdy tylko zacznie się topić, dodać trochę oliwy, wrzucić grzyby, cebulę pokrojoną w plasterki oraz szczyptę soli i pieprzu. Wymieszać i smażyć ok. 8 minut, aż cebula zmięknie, a kurki zaczną się przysmażać, przybierając intensywny kolor. Dodać posiekaną natkę pietruszki, a następnie wlać śmietankę, Podgrzewać, mieszając, przez kolejną minutę, aż sos się zagotuje. Dodać sporo soku z cytryny i ewentualnie doprawić solą i pieprzem.
  3. Placki ułożyć na talerzach, podawać z sosem grzybowym, posypane natką pietruszki lub koperkiem.
Smacznego.
Read More
      edit

wtorek, 16 maja 2017

Published 13:23 by with 1 comment

Ciecierzyca duszona z ananasem

I już po Wege Targu. Miałam opisać swoje wrażenia jeszcze w niedzielę, ale nadrabiałam papierkowe zaległości z całego tygodnia. W sobotę zaś odsypiałam całe zmęczenie. Ogólnie ja na tego typu imprezach z reguły kipię energią, a po powrocie do domu czuję się jakby ktoś odciął mi zasilanie i najchętniej zapadłabym jak niedźwiedź w sen zimowy.

Sam piknik uważam za jeden z najfajniejszych w jakim do tej pory było mi dane wziąć udział. Pogoda dopisała. Ludzie również. Nawiązałam kilka ciekawych znajomości z których być może kiedyś coś wyniknie. To czas pokaże.

Miło wspominam między innymi rozmowę z mamą mojego kolegi ze studiów, akurat pojawiła się przy moim stanowisku. Chciała spróbować, czy domowej roboty chałwa może być tak samo dobra jak ta kupna. W ogóle dziwię się, że po tylu latach ta pani mnie poznała.


A to zdjęcie z białystokonline na którym razem z Al'em się załapaliśmy :)



Właśnie zorientowałam się, że na tym zdjęciu widać też Artka, który plątał się pomiędzy moimi nogami i wciąż pokazywał paluszkiem co to on by chciał zjeść. Straszny z niego łasuch.

A najmłodsza została w domu z babcia. Co 2-3 godziny śmigałam tylko na karmienie. W ogóle jestem z siebie (może to nie skromne, ale tak jest) bardzo zadowolona. Udało mi się przygotować wszystko co sobie założyłam i w sumie nie czuję tego zmęczenia przygotowań. Do tej pory zawsze było tak, że cały piątek poświęcałam na przygotowanie dosłownie WSZYSTKIEGO, a wieczorem padałam na twarz po to tylko by rano wstać i ruszyć na targ.

Tym razem było inaczej. Rozplanowałam sobie dokładnie co którego dnia muszę zrobić by się wyrobić. Specjalnie wybrałam sobie takie potrawy, które bez problemu mogły dłużej poleżeć. Pasztet tylko piekłam w czwartek, bo wiedziałam, że i tak jest lepszy jak poleży przynajmniej dzień w formie. A brownie robiłam na samym końcu.

Teraz będę przygotowywać się na 4 czerwca w Supraślu. Już powoli obmyślam kolejne menu i całościowy plan działania.



Składniki:

  • 3 łyżki oleju słonecznikowego
  • 2 słodkie białe cebule
  • 70 dag ziemniaków
  • 30 dag ugotowanej ciecierzycy
  • duży ananas
  • puszka pomidorów pelati
  • 2 szklanki soku pomidorowego
  • 1/2 łyżeczki przyprawy 5-ciu smaków
  • sól, pieprz
  • łyżeczka świeżo startego imbiru
  • pęczek kolendry, posiekany
  • garść orzechów ziemnych, prażonych, niesolonych
  1. Ananasa obieramy. Z połowy wyciskamy sok. Powinno być go ok. 3/4 szklanki. Pozostałą część owocu kroimy w małą kostkę. 
  2. W garnku z grubym dnem rozgrzewamy olej i szklimy poszatkowane cebule. Ziemniaki obieramy i kroimy w średniej wielkości kostkę. Dorzucamy do cebuli i lekko podsmażamy. Dorzucamy ciecierzycę i kostki ananasa. 
  3. Po ok. 5 minutach zalewamy pomidorami pelati oraz sokiem pomidorowym. Doprawiamy przyprawą 5 smaków, solą i pieprzem. Dusimy ok. 20 minut, dolewając - jeśli uznamy potrawę za zbyt gęstą - soku ananasowego.
  4. Pod koniec dodajemy imbir. Przed podaniem posypujemy obficie kolendrą i grubo posiekanymi orzechami.
Smacznego.
Read More
      edit

środa, 10 maja 2017

Published 08:59 by with 0 comment

Weganska majówka, czyli zaproszenie na Wege Targ



Wiem, że pogoda nie sprzyja Majówce. Wczoraj przez moment wydawało mi się nawet, że mamy środek lutego taka się rozpętała śnieżyca z gradem. Ale nie dajmy się. Trzymajmy kciuki za pogodę, tak by w najbliższą sobotę przywitało nas gorące słońce. 

Dlaczego akurat w najbliższą sobotę?

Ponieważ w najbliższą sobotę, tj. 13 maja odbędzie się kolejny Wege Targ, rozpoczynający zresztą tydzień weganizmu w Białymstoku.  Mnie również będziecie mogli tam spotkać, choć jeszcze nie do końca wyobrażam sobie jak to ogarnę przy 4 miesięcznym niemowlaku i dwójce starszych szalonych dzieciaków. 

W każdym bądź razie będziecie mogli u mnie spróbować:

  • wegańskich karobowych bezików na aquafabie (są pyszne, muszę je chować przed dzieciakami)
  • batonów energetycznych na bazie płatków owsianych i masła orzechowego
  • batonów energetycznych na bazie nasion
  • chałwy słonecznikowej
  • lemoniady rabarbarowej
  • paszteciki grzybowe z ogórkiem małosolnym
  • brownie z kremem orzechowym
  • scones z gruszkami i czekoladą na mące z maku
  • owsiane ciasteczka z czekoladą i żurawiną
  • oraz pesto (jeszcze zastanawiam się jakie i z czym je podam, ale w lodówce mam ogromne ilości natki z młodych marchewek )


Więcej informacji można przeczytać na stronie wydarzenia na fb tutaj. 
Read More
      edit

sobota, 6 maja 2017

Published 13:06 by with 0 comment

Ciasteczka owsiane

Dziś na szybko, majówkowo przychodzę do Was z przepisem na pyszne ciasteczka owsiane. U mnie zniknęły one bardzo szybko. Nawet Żywioł, który nie przepada za pierwszą wersja batonów energetycznych (tych które dostarczamy do sklepu) orzekł, że mu smakują i mogę częściej je robić.

Przepis idealny na wszelkie majówkowe pikniki i wypady za miasto, choć pogoda tego roku wyjątkowo nas nie rozpieszcza. Z niedowierzaniem śledzę new meteo, który na wtorek zapowiada opady śniegu i mega porywisty wiatr. A przecież w sobotę rozpoczynamy Wege Targiem tydzień weganizmu.






Składniki:

  • 50g rodzynek
  • 100g niesolonych orzechów ziemnych
  • 100g ekologicznych moreli
  • 150g mieszanki ziaren (np. słonecznik, dynia, sezam, chia)
  • 250g płatków owsianych
  • 50g wiórków kokosowych
  • puszka mleka skondensowanego słodzonego
  1. Rodzynki, orzeszki i morele siekamy na kawałki, mieszamy z ziarnami. Dodajemy płatki owsiane i wiórki kokosowe. Mieszamy. 
  2. Mleko skondensowane wlewamy do rondla i podgrzewamy do uzyskania płynnej konsystencji. Wsypujemy suche składniki i podgrzewamy na małym ogniu 5 minut ciągle mieszając. 
  3. Piekarnik nagrzewamy do 140 stopni. Formę o wymiarach 25x30 cm wykładamy papierem do pieczenia. Masę przekładamy do formy. Formę wkładamy do piekarnika i pieczemy godzinę. Wyjmujemy. Ostudzone kroimy na dowolne kawałki.
Smacznego.
Read More
      edit

poniedziałek, 1 maja 2017

Published 12:44 by with 2 comments

37 faktów o mnie

Jako, że dziś mam urodziny, a dzieciaki już praktycznie śpią postanowiłam się z Wami podzielić troszkę innym wpisem niż zazwyczaj. Zainspirowała mnie do tego Magda z bloga Ammniam, która niedawno obchodziła swoje 35 urodziny.

Także dziś macie okazję poznać 37 nieznanych i niepublikowanych nigdzie wcześniej faktów o mnie. Ciekawej lektury Wam życzę. :]




  1. Moje rodzinne miasto to Białystok i choć czasem zżymam się, że nic się tu nie dzieje i że w każdym innym mieście szanse na pracę miałabym większe to nie zamieniłabym go na żadne inne.

  2. Z wykształcenia jestem informatykiem, choć od 12 lat pracuję jako grafik komputerowy - przez 11 lat na etacie, teraz na własny rachunek.

  3. Dzieciństwo, jak większość moich kolegów i koleżanek spędziłam pod blokiem grając w gumę, jeżdżąc na rolkach i rowerze, grając w monopoly czy wdrapując się na drzewa. Wszystko oczywiście z kluczem u szyi. Do tej pory ten okres mojego życia wspominam z sentymentem.

  4. W liceum grałam na gitarze. Później na studiach na to hobby, tak jak i na rysunek już nie starczyło mi czasu. Ta gitara jeszcze jest gdzieś w domu. Zabrałam ją ze sobą w czasie wyprowadzki od rodziców. Mam nadzieję, że może któreś z moich dzieci kiedyś zapała do niej miłością.

  5. W liceum uczyłam się w klasie o profilu matematyczno-fizycznym

  6. Na maturze zdawałam matematykę, angielski i polski

  7. uwielbiam psy i koty, a szczególnie koty, marzę by mieć kiedyś w domu jednego rasy Maine Coon (wielkie, ale ponoć najbardziej polecane alergikom). Choć na jedne i drugie mam alergię.

  8. od 9 lat hodujemy w domu szynszyle. Posiadamy dwie sztuki: szary to Gerald, a młodszy beżowy to Stefan. Wszystkie dzieciaki, które kiedykolwiek nas odwiedziły zawsze były nimi zachwycone.

  9. uwielbiam książki i często wydaję na nie całe swoje oszczędności. Rok temu przemeblowaliśmy duży pokój, w którym pojawił się dodatkowy regał na całej ścianie tak by zmieścić całą ilość. Jeżeli kiedykolwiek będziecie się zastanawiać co kupić mi na prezent urodzinowy to książka zdecydowanie będzie dobrym pomysłem.

  10. gotowanie pozwala mi się odprężyć, zrelaksować i wyciszyć, co często bywa niezwykle trudne gdy się ma pod opieką trójkę żywiołowych dzieci... rano, jak już zrobię śniadanie, od razu zabieram się za obiad (cały tydzień mam rozplanowany), a dzieciaki mają tedy czas by się kreatywnie ponudzić razem w domu...

  11. marzę o prowadzeniu warsztatów kulinarnych dla dzieci i nie z doskoku jak do tej pory, czy z okazji Dni Bliskości, ale również na wzór "Szkoły na widelcu" Grzegorza Łopanowskiego w Warszawie. Generalnie marzy mi się posiadanie własnego miejsca z przestrzenią warsztatową w której mogłabym prowadzić różne warsztaty i nie koniecznie tylko dla dzieci. Zobaczymy, może kiedyś to marzenie się ziści.

  12. wegetarianką jestem od 3 lat (mój mąż jest od dwudziestu kilku), czyli dokładnie od momentu zajścia przeze mnie w kolejną ciążę, tym razem z Artkiem. Wcześniej zdarzało mi się jeść mięso raz w tygodniu, z reguły u rodziców na obiadkach niedzielnych, ale potem coś we mnie pękło. Już nie pamiętam dokładnie czy nie było to po kolejnym artykule w internecie przeczytanym na temat "procesu przetwórczego i hodowli zwierząt" w każdym bądź razie już po prostu nie mogłam się świadomie przyczyniać do tego bezgranicznego cierpienia zwierząt. Dla porównania wyniki krwi będąc w ciąży z Artkiem miałam o niebo lepsze niż będąc parę lat wcześniej z Olą i jedząc mięso. Wtedy miałam pod koniec anemię, a tym razem miałam wszystko w normie. Nasze dzieci też nie jedzą mięsa, pomimo, że rodzina na nas napierała na początku, że sami możemy mięska nie jeść ale dzieciom to musimy podawać, bo się będą źle rozwijać.

  13. Od dziecka uwielbiałam książki. W drugiej klasie szkoły podstawowej odkryłam, że niedaleko domu znajduje się biblioteka osiedlowa z książkami dla dzieci. Wędrowałam do niej codziennie po nowe pozycje do czytania. Wtedy też poznałam komiks i Thorgala.

  14. Rzadko ubieram sukienki i spódnice, choć mam do nich słabość i często je kupuję. Chyba muszę to zmienić.

  15. Uwielbiam rysować i po raz kolejny wróciłam do tego hobby. Będąc w czwartej klasie, za namową pani robiłam ilustrowany katalog książkowy dla najmłodszych dzieci w bibliotece. A będąc w klasie szóstej, również za namową pani z biblioteki szkolnej wzięłam udział w konkursie plastycznym na obwolutę książki szkolnej (miała nie być to lektura), który wygrałam.

  16. Nie lubię rywalizować.

  17. Moim nowym hobby którego odkrycie zbiegło się mniej więcej z pojawieniem się Alicji na świecie jest handlettering i kaligrafia. Kursy graficzne i inne w tym temacie można śledzić na kolejnym moim blogu DreamCatcher (długo się zastanawiałam o czym ma być ten blog i nareszcie mnie olśniło)


  18. Z dzieciakami na spacer wychodzimy w każdą pogodę, nawet gdy pada. Zakładamy kalosze, bierzemy parasolki i idziemy poskakać w kałużach. Ostatnio Ola spytała się czy może postać chwilę na gradzie i nie, nie było to za karę.

  19. W mojej pierwszej pracy "w zawodzie" (jako grafik) przepracowałam pierwsze pół roku kompletnie za darmo. Nie wiem czy firma ta wciąż istnieje. Aczkolwiek wiedza jaką stamtąd wyniosłam była ogromna i zdecydowanie przydała mi się później w życiu.

  20. Prawo jazdy zdałam mając 18 lat. Mając brata instruktora nauki jazdy nie mogło zresztą być inaczej. Samodzielnie jeździć zaczęłam jednak dopiero 10 lat później i nie obło się przy tym bez kilku niegroźnych stłuczek i otarć.

  21. Kocham ziemniaki w każdej postaci, jednak najbardziej te w postaci placków ziemniaczanych (pamiętam jak miałam jakieś 10 lat i babcia kazała mi je smażyć samej na piecu kaflowym... ), frytek i te pieczone ze skórką z ogniska z masełkiem czosnkowym.

  22. Uwielbiam czekoladę i wszystko z jej dodatkiem.

  23. W pierwszej ciąży miałam cukrzycę - tak się w głównej mierze zaczęła moja przygoda ze zdrowym odżywianiem się.

  24. Chciałabym mieć w końcu czas by ogarnąć balkon - chcę przetestować sadzenie różnych warzyw w skrzynkach. W tym roku mamy już posiane i skiełkowane papryczki chilli,pomidorki koktajlowe oraz bazylię (to te rzeczy, które się utrzymały, bo wysianych mieliśmy trochę więcej "eksperymentów"). Poza tym na balkonie rośnie nam jeszcze grusza karłowata o dwóch odmianach. Niestety musieliśmy zabrać ją z działki, gdyż tam, w sąsiedztwie jałowców wciąż chorowała. Ponadto planujemy wysiać w tym roku jeszcze własne truskawki bądź poziomki.

  25. W czasie mojej pracy w korpo zdarzało mi się popalać papierosy, bo tylko wtedy można było wyjść na zewnątrz budynku na przerwę. Wiem, że to głupie, ale tylko tak można było dać odpocząć oczom.

  26. Kiedyś wakacje nad morzem wydawały mi się niezmiernie nudne. Od kiedy mam dzieci spędzamy nad Bałtykiem prawie każde wakacje, ale o nudzie nie ma mowy.

  27. Będąc na studiach uwielbiałam wyjeżdżać w góry, głównie na czeską część Tatr. Myślę, że jeszcze kiedyś w góry powrócimy. W poprzednie wakacje wyjechaliśmy w Bieszczady i było widać, że Ola też podłapała górskiego bakcyla. Szczególnie, że bardzo często wspomina ten wyjazd.
  28. Uchodzę za spokojnego człowieka, ale moje dzieciaki dobrze o tym wiedzą, że mój spokój ma również swoje granice.

  29. Rok temu mieliśmy bliskie spotkanie z sarną na drodze, które mocno przeżyłam. Sarnie nic się nie stało, zdołała uciec, ale nasz samochód po dachowaniu nadawał się tylko do kasacji. Od tamtej pory boję się wracać wieczorami z dalekich podróży.
  30. W przeszłości zajmowałam się również scrapbookingiem.

  31. Na studiach zarabiałam jako hostessa na promocjach.

  32. Miłością do fotografii zaraził mnie ojciec, który w domu (głównie w łazience) urządzał sobie ciemnię i wywoływał zdjęcia. Mam nawet jego Zenita w domu.
  33. Pracując w korpo dorabiałam jako wizażystka i prowadząc kursy z grafiki.

  34. Pracuję wieczorami, pod warunkiem, że jeden z czterech budzików mnie dobudzi. Zwykle siedzę przy komputerze od północy do 4 rano, czyli do momentu jak rooter nie odcina mi netu ;)

  35. W dzieciństwie świetnie jeździłam na łyżwach. Na lodowisku spędzałam praktycznie całe ferie z bratem. To były czasy gdy łyżwy można było wypożyczyć u rodziców w pracy, więc leżały one u nas w domu przez całą zimę.

  36. Nie oglądam dziennika, wiadomości słucham przez radio (no i śledzę w internecie). Dzięki temu mam spokojniejszy umysł.

  37. I ostatnie, pomimo, że kończę 37 urodziny, większość osób uważa że mam około 25. Kiedyś mnie to irytowało, że mając 25 lat wciąż musiałam pokazywać dowód osobisty w sklepach nawet przy kupnie piwa bezalkoholowego. Teraz tylko mnie to cieszy.

I to chyba na tyle ciekawostek :). Będzie mi miło jak napiszecie, który z tych faktów zaskoczył Was najbardziej, a póki co życzę Wam miłej dalszej części długiego majowego weekendu. 

Read More
      edit

środa, 26 kwietnia 2017

Published 15:29 by with 2 comments

"Jarmuż" Stephane Pedersen - recenzja

Dziś chcę Wam przedstawić nową pozycję wydawnictwa Vivante (to jedno z moich ulubionch wydawnictw jeśli chodzi o tematykę kulinarną i zdrową żywność), a mianowicie "Jarmuż" autorstwa Stephanie Pedersen.

Zasadniczo nie jest to taka  typowa książka kulinarna. Owszem zawiera całą masę przepisów z wykorzystaniem jarmużu. Niektóre bardzo ciekawe i na pewno je tu przetestuję, ale pomiędzy przepisy zostały wplecione również ciekawostki dotyczące innych składników użytych w przepisach. Między innymi to sprawia, że ta książka jest wyjątkowa. Dla ogrodniczych zapalenców, którym doskwiera brak wiedzy na temat chodowli jest nawet poświęcony caly rozdział pod tytułem "Jak wychodować jarmuż. Poradnik działkowca".
 
Jeśli o mnie chodzi to jestem wzrokowcem i dużą uwagę zwracam na zdjęcia jakie pojawiają się w publikacjach. Bardzo często też zdjęcia są głównym powodem dla jakiego kupuję dana pozycję. Tej książki nie widziałam wcześniej, ale jakoś brak w niej kolorowych zdjęć (na niektórych stronach są jedynie czarno-białe) wyjątkowo mi nie przeszkadza. 








I tak mamy tu 10 rozdziałów, każdy omawiający inny posiłek dnia.
  1. jak zaprzyjaźnić się z jarmużem
  2. jarmuż. Kopalnia witamin i składników odżywczych
  3. Pij jarmuż na zdrowie - ostatnio coraz częściej mam ochotę na zielone (i nie tylko zielone) szejki, w których przemycam troszkę warzyw swoim dzieciakom
  4. śniadanie. Zacznij dzien od jarmużu
  5. Jarmuż na lunch
  6. Coś na ząb. Przystawki i przekąski z jarmużem - w tym tygodniu będę testować jarmużową granolę, która jesli okaże się być PYCHA trafi na mój skromny stoliczek w czasie zbliżającego się już niedugo WEGE Targu
  7. jarmuż na obiadokolacje
  8. desery i inne przysmaki
  9. często zadawane pytania
  10. jak uprawiać jarmuż. Poradnik działkowca.

W materiałach źródłowych zaś zostały opublikowane, to jest coś z czym się po raz pierwszy spotykam, ale myślę, że to zdecydowanie fajny pomysł, linki do całej maści stron dotyczących uprawy jarmużu i nie tylko, ale również do blogów kulinarnych (niestety tylko anglojęzycznych).

Książkę kupiłam w ramach promocji na taniej książce "3 książki za 33zł" i żałuję, że nie wzięłam jeszcze pozostałych pozycji z tej serii, czyli "Kokosa", "Chia" oraz "Super ziarna".

Książkę można kupić tutaj.


Read More
      edit

środa, 19 kwietnia 2017

Published 14:51 by with 9 comments

Solidna sałatka z pęczakiem, pieczarkami i groszkiem

Jeszcze nigdy zrobienie zdjęć na bloga nie poszło mi tak łatwo jak dziś. Już nie mówiąc o tym, że nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam sama (Alicji nie liczę, bo w tym momencie akurat śpi) w takiej ciszy w domu. Normalnie słyszę własne myśli. Mogę skończyć rysunek na wyzwanie "#icandraw50" na instagramie, zrobić sałatkę no i ją zjeść. W ostatniej chwili dochodzę do wniosku, że wyszła pyszna więc może by tak ją sfotografować. W końcu mam tyle czasu (dziś Albert ma wolne i zabrał dzieciaki do przedszkola, więc do 14 mogę robić co chcę)., szkoda go nie wykorzystać kreatywnie na maksa. Tym bardziej, że nikt w trakcie nie będzie mnie wołał. Nie będę musiała też rekwizytów rozstawiać w biegu mając nadzieję, że jak pójdę po aparat "przedmiot fotografowany" dalej będzie na własnym miejscu nietknięty. Tym razem mogę zrobić wszystko na spokojnie, przemyślanie.

Wyciągnęłam więc mój nowy nabytek, zakupiony przypadkowo w ikei z ostatniej podróży do Stolicy. Ah jak ja żałuję, że nie mam tego sklepu obok siebie. Widziałam tam taką śliczną ręcznie malowaną zastawę. I masę innych rzeczy na które teraz zabrakło mi funduszy. W każdym bądź razie na tej granatowej podkładce już dwa razy robiłam zdjęcia i coś czuję, że będzie to hicior tło moich najbliższych sesji. Ustawiłam wszystko i... zrobiłam dwa zdjęcia i stwierdziłam, że to jest to.

Nie wiem, może to był głód, a może coś inszego, ale to była moja najszybsza sesja zdjęciowa w życiu. Teraz pisząc ten tekst spokojnie dojadam sobie sałatkę i zastanawiam się czy nie przygotować jej ponownie na święta, tym razem już dla całej rodziny.


A wy jakie macie ulubione sałatkowe przepisy? Ja uwielbiam jeszcze tradycyjną jarzynówkę i tą z kalafiorem i ogórkiem małosolnym.



Składniki:
  • 200g pęczaku
  • 300g pieczarek
  • cebula
  • 3 łyżki masła
  • 130g mrożonego groszku lub jedna puszka groszku odsączonego z zalewy
  • 50g startego parmezanu
  • sól, pieprz
Sos:
  • 3 łyżki płynnego miodu
  • 3 łyżki octu jabłkowego
  • 5 łyżek oleju z pestek  winogron
  • sól, pieprz
  1. Pęczak gotujemy do miękkości wg przepisu na opakowaniu, studzimy. Pieczarki czyścimy, kroimy w małe kawałki, wraz z posiekaną cebulą podsmażamy na maśle. Groszek wrzucamy na osolony wrzątek, gotujemy 3-4 minuty, osączamy i studzimy.
  2. Ostudzony pęczak mieszamy z pieczarkami, groszkiem i parmezanem, przyprawiamy do smaku solą i pieprzem. 
  3. Sos: miód mieszamy z octem, szczyptą soli, olejem i szczyptą pieprzu. Polewamy sałatkę, mieszamy i od razu podajemy.
Smacznego.
Pieczarkowy Tydzień 2017
Read More
      edit

piątek, 31 marca 2017

Published 14:55 by with 1 comment

Duszone grzyby z warzywami - idealne danie do makaronu

Z czym nam się kojarzy 1 kwietnia? Zdecydowanie z prima aprilisem. I zupełnie jakby pogoda chciała nam zrobić psikusa w weekend będzie zdecydowanie nie wiosennie, a zupełnie letnie. Szkoda mi tylko tych wszystkich dzieci, które przez ostatni tydzień widuję na podwórku i pomimo ciepłego już powietrza nadal ubierane są w zimowe czapki i kurtki. Zastanawiam się tylko kiedy znowu ktoś się do mnie przyczepi, że hartować dzieci mi się zachciało, bo Olka i Artek śmigają już w dresowych bluzach bez czapek i szalików twierdząc, że im gorąco. W każdym bądź razie jutro wyjeżdżamy poza miasto, na działkę, którą babcia ma w okolicach Białowieży.


Pogoda również przypomina mi, że czym prędzej powinnam opróżnić zamrażalnik, bo już lada chwila, lada moment wręcz pojawią się soczyste skarby: świeże truskawki, jagody i cała masa świeżych warzyw. Tym razem znowu do garnka wskoczyły kurki.





A to już moi stali pomocnicy, zaglądający i komentujący za każdym razem jak na szybko przeprowadzam sesje. Zresztą ostatnio drzwiczki od piekarnika to moje ulubione tło zdjęciowe. Rozkłada się je jednym ruchem ręki i tak samo szybko się składa. Szczególnie, że w tym czasie Alicja śpi w nosidle, które mam na sobie.



Składniki:

  • 500g mieszanych grzybów (np. pieczarki, borowiki, kurki)
  • 350g pora
  • 250g marchwi
  • 150g selera naciowego
  • 2 łyżki sklarowanego masła
  • 1 łyżka mąki
  • puszka mleka kokosowego (tylko gęsta część)
  • 100ml jogurtu naturalnego
  • 200ml bulionu warzywnego
  • sól, pieprz
  • łyżka soku z cytryny
  1. Grzyby oczyścić, większe pokroić na kawałki lub na plastry. Por oczyścić lub pokroić na ok. 2 cm kawałki. Marchew obrać, umyć, pokroić wzdłuż na ćwiartki, a następnie w plasterki. Seler oczyścić, pokroić w kostkę.
  2. Na rozgrzanym maśle podsmażyć grzyby, marchew, seler, por, krótko smażyć. Posypać mąką, podsmażyć. Wlać bulion, dusić ok. 20 minut. Dodać mleko kokosowe (tylko gęstą cześć z puszki) oraz jogurt, wymieszać. Doprawić solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Idealnie smakuje z makaronem.
Smacznego. 
Read More
      edit

niedziela, 26 marca 2017

Published 03:42 by with 4 comments

SHARE WEEK 2017, czyli moje ulubione miejsca w sieci

Jak co roku w marcu Andrzej Tucholski ogłasza Share Week. Do tej pory uważnie śledziłam typy innych. Przyglądałam się co one polecają, czym się interesują. W tym roku, postanowiłam sama podzielić się własnymi ulubionymi blogami, do których zaglądam bardzo często, szczegolnie gdy potrzebuję inspiracji.



Przyznaję, że czytam sporo. Moje Feedly pęka w szwach, nie na wszystkie blogi zaglądam codziennie (z braku czasu), ale jest kilka blogów (niekoniecznie polskich, które po prostu uwielbiam). Share week to świetna okazja by pokazać ich twórcom , że doceniamy to co dla nas tworzą.

Dziś, przy okazji kolejnego Share Weeka chcę Wam pokazać trzy najciekawsze moim zdaniem, miejsca w sieci.



Moim zdecydowanym numerem jeden jest blog mamarak.pl. Po prostu uwielbiam go, szczególnie za szerzenie nieskrępowanej żadną formą "edukacji" plastycznej najmłodszych. Być może lubię go też dlatego, że widzę w nim odbicie siebie. Też jestem grafikiem i mamą. Być może trochę niespełnioną, gdyż pracując na etacie (wcześniej, ten etap w moim życiu się jakiś czas temu zakończył) bałam się pójść "własną drogą" i w sumie wciąż tych obaw się nie pozbyłam. I dlatego bardzo mnie cieszy, że innym się to udaje.

Bardzo często też korzystam z pomysłów i materiałów, które Martyna udostępnia na swoim blogu.




Kolejnym moim typem to blog korneliaorwat.plDwa główne tematy na blogu Kornelii to  edukacja domowa oraz idea zero waste.

Moja najstarsza w tym roku kończy 6 lat więc oficjalnie staniemy się zerówkowiczem. Z związku z tym, że Akacja jest nieformalną grupą przedszkolną musimy związać się z jakąś szkołą, najlepiej taką, która wspiera edukację domową. Dlatego też temat ten jest dla mnie bardzo na czasie.

O idei zero waste słyszałam już parę lat temu. Tym bardziej, że na zagranicznych blogach pojawia się coraz częściej. W Polsce idea ta dopiero kiełkuje, więc tym bardziej ludzie działający by ją szerzyć są godni polecenia. Kornelia na swoim blogu pokazuje naprawdę proste sposoby na drobne zmiany jakie możemy wprowadzić we własnym życiu tak by generować mniej śmieci i żyć bardziej świadomie.




Ostatni z blogów, który chciałabym Wam polecić to Mała Cukierenka. Uwielbiam ją za przepiękne zdjęcia. Ciasta od których ślinka cieknie na sam widok. I za zdrowe środy, którymi najbardziej się inspiruję.

I za dział bezglutenowy też, z którego coraz częściej korzystam ze względu na nasze pobyty w Akacji, gdzie mamy jeden dzień w tygodniu dyżuru z gotowaniem.



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Zastanawiam się jakie nowe ciekawe miejsca odkryję po tego rocznym Share Weeku. W jakie tematy wsiąknę. Jakie blogi polubię. I serdecznie zachęcam Was do podzielenia się waszymi typami.


Read More
      edit

środa, 15 marca 2017

Published 08:17 by with 0 comment

Tarteletki z kremem gruszkowym (bezglutenowe, bez cukru)

Przepis ten chodził za mną dość długi okres czasu. Zastanawiałam się w czym go zrobię i czym go zrobię... Oficjalnie mój drugi blender mogę uznać za umarły :). W tym tygodniu dokonał swego żywota. Na szczęście przystawki i malakser nie są zniszczone, więc wystarczy nabyć nową część z silniczkiem i końcówką miksującą. Jednak znikające w oka mgnieniu orzechy, no i kończący się termin konkursu hortexowego spowodowały, że zabrałam się za jego wykonanie. Choć nie powiem, mocno biłam się z myślami czy go w ogóle zrobić. I chciałam już się poddać. Nie wiem tylko czemu wydawał mi się tak pracochłonny, choć wcale taki nie jest. Tym bardziej, że można sobie poszczególne etapy rozłożyć w czasie. Dla mnie jest to ważne, bo z trójką dzieciaków na głowie niektóre rzeczy wydają się niemożliwe do zrealizowania.

W każdym bądź razie deser powstał... a znikł jeszcze szybciej niż powstawał. Mąż też stwierdził (a została mu się tylko jedna tarteletka do spróbowania), że smak ma bardzo ciekawy.








Składniki:
Spód:
  • 2 szklanki orzechów arachidowych (bez soli)
  • 80g suszonych daktyli
  • 1/4 szklanki kakao bez cukru
  • 4 łyżki roztopionego oleju kokosowego
Krem:
  • litr soku gruszkowo-jabłkowego Hortex
  • 3 opakowania budyniu śmietankowego bezglutenowego bez dodatku cukru 
  • 250g masła, w temperaturze pokojowej

Spód:
1. Orzechy wsypać do rondelka z nieprzywierającym dnem lub na patelnię, podgrzewać, mieszając, aż orzechy troszkę się przyrumienią i zaczną ładnie pachnieć. Zdjąć z ognia i orzechy przesypać na talerz, odstawić do całkowitego ostygnięcia.
2. Orzechy i daktyle przełożyć do blendera i zmiksować. Dodać pozostałe składniki na spód i wymieszać. Masą orzechową wyłożyć foremki do tarteletek. Całość włożyć na kilka godzin do lodówki (ja krem robiłam następnego dnia) by stężała, choć myślę, że spokojnie godzina w lodówce wystarczy.
3. Z soku przecierowego i budyniu w proszku ugotować budyń. W tym celu 3/4 litra soku przelać do garnka i zagotować, w naczyniu obok wymieszać proszek budyniowy i pozostały sok. Rozrobione budynie wlać na wrzątek, doprowadzić do wrzenia i ugotować gęsty budyń. Zdjąć z palnika, przykryć folią spożywczą (powinna dotykać wierzchu budyniu), wystudzić w temperaturze pokojowej.
4. Masło utrzeć na lekką masę. Łyżka po łyżce dodawać budyń ucierając do dokładnego połączenia. Łyżką albo szprycą (ja to robiłam łyżką, tak by było szybciej) nakładać krem do przygotowanych wcześniej tarteletek. Włożyć do lodówki na kilka godzin tak by krem stężał. Ozdobić owocami.
Smacznego.
Wpis powstał na konkurs Hortex.  Mój dzień z Hortex
Read More
      edit

czwartek, 9 marca 2017

Published 15:21 by with 0 comment

Ciasto gryczano-kokosowe

Dziś miał się odbyć u nas w domu pierwszy dziecięcy wieczór filmowy. Planowaliśmy, my dorośli, że obejrzymy "Sekrety mórz". Kiedyś byłyśmy na tym z Olką w kinie i strasznie nam się podobało. Francuska animacja oparta na celtyckich podaniach z przepiękną muzyką i jeszcze piękniejsza kreską. A że mamy sąsiadkę, która jeszcze tego nie widziała, a że razem zawsze lepiej się ogląda... to zaprosiłyśmy jeszcze dwie koleżanki :) I tak jak przypuszczałam wieczór potoczył się całkiem inaczej - "impreza" zaczęła żyć własnym życiem, a czas "przeznaczony" na film jakoś w krótkim tempie zużył się na inne aktywności. Nie powiem, że gorsze, bo wcale nie. I nikt nawet nie pisnął, że przecież miała być bajka. W każdym bądź razie towarzystwo (a było, nie licząc naszej 2-miesięcznej Alicji śpiącej w nosidle i rocznej Kingi, w sumie 5 dzieci) podzieliło się na dwa obozy: starszaki i zmotoryzowanych, jeżdżących na czym się da (a mamy tego trochę w domu). No cóż, kolejna próba już za tydzień - być może czwartki od tej pory będą naszą filmowo-nie filmową tradycją, tak jak poniedziałkowe wieczory w psotniku.

A na jutrzejszą kolację, bo dziś już późno polecam Wam bezglutenowe ciasto z kaszy gryczanej i mąki kokosowej.



Składniki:

  • czekolada mleczna
  • 50g kakao
  • 120g mąki kokosowej
  • pół szklanki mleka (do zblendowania masy)
  • 180g kaszy gryczanej (ugotowanej w mniej więcej 400ml wody)
  • 5 jajek
  • 100g ksylitolu
  • 150g masła 
  • 50g suszonych żurawin posiekanych
  • 2 płaskie łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia
  • 25g orzechów ziemnych solonych, grubo posiekanych
Polewa czekoladowa:
  • 50ml śmietanki
  • 100g gorzkiej czekolady
  1. Kaszę gryczaną gotujemy pod przykryciem, na małym ogniu, mniej więcej przez 20-25minut, do miękkości, odstawiamy do wystudzenia. Po ugotowaniu i ostudzeniu kaszę mielemy,używając maszynki do mielenia lub blendera z ostrymi nożami.
  2. W garnku rozpuszczamy masło.Do rozpuszczonego masła dodajemy kawałki czekolady, całość podgrzewamy, cały czas mieszając, aż do momentu rozpuszczenia się czekolady.
  3. Jaja ubijamy z ksylitolem na puszystą pianę. Dalej ubijając jajka, stopniowo dodajemy czekoladę z masłem, oraz zmiksowaną kaszę. Do ciasta wsypujemy przesianą mąkę kokosową, kakao oraz proszek do pieczenia. Wszystko dokładnie mieszamy. Na końcu dodajemy posiekane żurawiny i orzechy ziemne.
  4. Ciasto przekładamy do blaszki. Pieczemy w temperaturze 180 stopni (termoobieg) lub 190-200 stopni (bez termoobiegu) mniej więcej 35-40 minut (do suchego patyczka).Zostawiamy do wystygnięcia.
  5. Na polewę zagotowujemy śmietankę. Kawałki czekolady wrzucamy do wrzącej śmietanki i mieszamy do momentu rozpuszczenia się czekolady. Delikatnie polewamy polewą ciasto.
Smacznego.
Read More
      edit

czwartek, 23 lutego 2017

Published 05:24 by with 2 comments

Pieczarki nadziewane szpinakiem

Dziś tłusty czwartek, wybraliśmy się też i my na pączkowe polowanie. Załatwiliśmy nianię dla Ali (babcia w końcu wróciła z sanatorium) i pojechaliśmy na miasto. Mieliśmy jechać do przedszkola, ale dzieciaki jednogłośnie przegłosowały wycieczkę na pączki. Wiecie, my normalnie nie jemy takich "rzeczy", więc gdy trafiła się okazja... skorzystały :) Rok temu tego dnia dotarliśmy do Bella Vita, Ci co są z Białegostoku wiedzą, że słyną oni z lodów własnej produkcji o naprawdę szerokim spektrum smaków. W każdym bądź razie tego dnia mają też własnej roboty pączki. I dziś się nie zawiedliśmy, ciężko było wybrać jeden z tylu dostępnych rodzai. Nawet dla babci zgarnęliśmy kilka, chociaż wiedziałam z czym się to będzie wiązało - głównie z narzekaniem jakie to one drogie. No cóż, w porównaniu z Biedronką, w której pączki wg promocji smsowej mają być po 30 groszy faktycznie były one przeraźliwie drogie, ale wolę zapłacić więcej i zjeść mniej czegoś dobrego niż napchać się po sam kurek nie wiedzieć "czym" dokładnie. 

A jak tam Wasze tradycje Tłusto Czwartkowe? Smażycie bądź pieczecie własne pączki? Ja planowałam smażenie faworków, ale dwa kupne pączki zdecydowanie na cały dzień nam wystarczą więc koniec końców już sobie odpuściłam.







Składniki:

  • 6 dużych pieczarek
  • opakowanie szpinaku (40dag) mrożonego Hortex
  • 1 łyżka masła klarowanego
  • 2 łyżki drobno startego wędzonego sera korycińskiego
  • pół paczki (ok. 10dag) tofu
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 łyżka oliwy
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
  1. Pieczarki umyć, osuszyć. Usunąć nóżki, ułożyć na blasze lub w naczyniu żaroodpornym,
  2. Masło rozpuścić na patelni, dodać szpinak, dusić na małym ogniu, aż odparuje nadmiar wody. Dodać sól, pieprz, gałkę muszkatołową i sok z cytryny. Wymieszać.
  3. Szpinakiem napełnić pieczarki, zapiekać ok. 10 min w piekarniku nagrzanym do temp. 180 stopni. Oprószyć serem korycińskim i piec jeszcze 8-10 min.
  4. W wersji wegańskiej pokrojone w mini kosteczki tofu podsmażyć na oliwie na chrupko.
Smacznego.

Wpis powstał na konkurs Hortex. 
Mój dzień z Hortex
Read More
      edit