środa, 26 kwietnia 2017

Published 15:29 by with 0 comment

"Jarmuż" Stephane Pedersen - recenzja

Dziś chcę Wam przedstawić nową pozycję wydawnictwa Vivante (to jedno z moich ulubionch wydawnictw jeśli chodzi o tematykę kulinarną i zdrową żywność), a mianowicie "Jarmuż" autorstwa Stephanie Pedersen.

Zasadniczo nie jest to taka  typowa książka kulinarna. Owszem zawiera całą masę przepisów z wykorzystaniem jarmużu. Niektóre bardzo ciekawe i na pewno je tu przetestuję, ale pomiędzy przepisy zostały wplecione również ciekawostki dotyczące innych składników użytych w przepisach. Między innymi to sprawia, że ta książka jest wyjątkowa. Dla ogrodniczych zapalenców, którym doskwiera brak wiedzy na temat chodowli jest nawet poświęcony caly rozdział pod tytułem "Jak wychodować jarmuż. Poradnik działkowca".
 
Jeśli o mnie chodzi to jestem wzrokowcem i dużą uwagę zwracam na zdjęcia jakie pojawiają się w publikacjach. Bardzo często też zdjęcia są głównym powodem dla jakiego kupuję dana pozycję. Tej książki nie widziałam wcześniej, ale jakoś brak w niej kolorowych zdjęć (na niektórych stronach są jedynie czarno-białe) wyjątkowo mi nie przeszkadza. 








I tak mamy tu 10 rozdziałów, każdy omawiający inny posiłek dnia.
  1. jak zaprzyjaźnić się z jarmużem
  2. jarmuż. Kopalnia witamin i składników odżywczych
  3. Pij jarmuż na zdrowie - ostatnio coraz częściej mam ochotę na zielone (i nie tylko zielone) szejki, w których przemycam troszkę warzyw swoim dzieciakom
  4. śniadanie. Zacznij dzien od jarmużu
  5. Jarmuż na lunch
  6. Coś na ząb. Przystawki i przekąski z jarmużem - w tym tygodniu będę testować jarmużową granolę, która jesli okaże się być PYCHA trafi na mój skromny stoliczek w czasie zbliżającego się już niedugo WEGE Targu
  7. jarmuż na obiadokolacje
  8. desery i inne przysmaki
  9. często zadawane pytania
  10. jak uprawiać jarmuż. Poradnik działkowca.

W materiałach źródłowych zaś zostały opublikowane, to jest coś z czym się po raz pierwszy spotykam, ale myślę, że to zdecydowanie fajny pomysł, linki do całej maści stron dotyczących uprawy jarmużu i nie tylko, ale również do blogów kulinarnych (niestety tylko anglojęzycznych).

Książkę kupiłam w ramach promocji na taniej książce "3 książki za 33zł" i żałuję, że nie wzięłam jeszcze pozostałych pozycji z tej serii, czyli "Kokosa", "Chia" oraz "Super ziarna".

Książkę można kupić tutaj.


Read More
      edit

środa, 19 kwietnia 2017

Published 14:51 by with 7 comments

Solidna sałatka z pęczakiem, pieczarkami i groszkiem

Jeszcze nigdy zrobienie zdjęć na bloga nie poszło mi tak łatwo jak dziś. Już nie mówiąc o tym, że nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam sama (Alicji nie liczę, bo w tym momencie akurat śpi) w takiej ciszy w domu. Normalnie słyszę własne myśli. Mogę skończyć rysunek na wyzwanie "#icandraw50" na instagramie, zrobić sałatkę no i ją zjeść. W ostatniej chwili dochodzę do wniosku, że wyszła pyszna więc może by tak ją sfotografować. W końcu mam tyle czasu (dziś Albert ma wolne i zabrał dzieciaki do przedszkola, więc do 14 mogę robić co chcę)., szkoda go nie wykorzystać kreatywnie na maksa. Tym bardziej, że nikt w trakcie nie będzie mnie wołał. Nie będę musiała też rekwizytów rozstawiać w biegu mając nadzieję, że jak pójdę po aparat "przedmiot fotografowany" dalej będzie na własnym miejscu nietknięty. Tym razem mogę zrobić wszystko na spokojnie, przemyślanie.

Wyciągnęłam więc mój nowy nabytek, zakupiony przypadkowo w ikei z ostatniej podróży do Stolicy. Ah jak ja żałuję, że nie mam tego sklepu obok siebie. Widziałam tam taką śliczną ręcznie malowaną zastawę. I masę innych rzeczy na które teraz zabrakło mi funduszy. W każdym bądź razie na tej granatowej podkładce już dwa razy robiłam zdjęcia i coś czuję, że będzie to hicior tło moich najbliższych sesji. Ustawiłam wszystko i... zrobiłam dwa zdjęcia i stwierdziłam, że to jest to.

Nie wiem, może to był głód, a może coś inszego, ale to była moja najszybsza sesja zdjęciowa w życiu. Teraz pisząc ten tekst spokojnie dojadam sobie sałatkę i zastanawiam się czy nie przygotować jej ponownie na święta, tym razem już dla całej rodziny.


A wy jakie macie ulubione sałatkowe przepisy? Ja uwielbiam jeszcze tradycyjną jarzynówkę i tą z kalafiorem i ogórkiem małosolnym.



Składniki:
  • 200g pęczaku
  • 300g pieczarek
  • cebula
  • 3 łyżki masła
  • 130g mrożonego groszku lub jedna puszka groszku odsączonego z zalewy
  • 50g startego parmezanu
  • sól, pieprz
Sos:
  • 3 łyżki płynnego miodu
  • 3 łyżki octu jabłkowego
  • 5 łyżek oleju z pestek  winogron
  • sól, pieprz
  1. Pęczak gotujemy do miękkości wg przepisu na opakowaniu, studzimy. Pieczarki czyścimy, kroimy w małe kawałki, wraz z posiekaną cebulą podsmażamy na maśle. Groszek wrzucamy na osolony wrzątek, gotujemy 3-4 minuty, osączamy i studzimy.
  2. Ostudzony pęczak mieszamy z pieczarkami, groszkiem i parmezanem, przyprawiamy do smaku solą i pieprzem. 
  3. Sos: miód mieszamy z octem, szczyptą soli, olejem i szczyptą pieprzu. Polewamy sałatkę, mieszamy i od razu podajemy.
Smacznego.
Pieczarkowy Tydzień 2017
Read More
      edit

piątek, 31 marca 2017

Published 14:55 by with 1 comment

Duszone grzyby z warzywami - idealne danie do makaronu

Z czym nam się kojarzy 1 kwietnia? Zdecydowanie z prima aprilisem. I zupełnie jakby pogoda chciała nam zrobić psikusa w weekend będzie zdecydowanie nie wiosennie, a zupełnie letnie. Szkoda mi tylko tych wszystkich dzieci, które przez ostatni tydzień widuję na podwórku i pomimo ciepłego już powietrza nadal ubierane są w zimowe czapki i kurtki. Zastanawiam się tylko kiedy znowu ktoś się do mnie przyczepi, że hartować dzieci mi się zachciało, bo Olka i Artek śmigają już w dresowych bluzach bez czapek i szalików twierdząc, że im gorąco. W każdym bądź razie jutro wyjeżdżamy poza miasto, na działkę, którą babcia ma w okolicach Białowieży.


Pogoda również przypomina mi, że czym prędzej powinnam opróżnić zamrażalnik, bo już lada chwila, lada moment wręcz pojawią się soczyste skarby: świeże truskawki, jagody i cała masa świeżych warzyw. Tym razem znowu do garnka wskoczyły kurki.





A to już moi stali pomocnicy, zaglądający i komentujący za każdym razem jak na szybko przeprowadzam sesje. Zresztą ostatnio drzwiczki od piekarnika to moje ulubione tło zdjęciowe. Rozkłada się je jednym ruchem ręki i tak samo szybko się składa. Szczególnie, że w tym czasie Alicja śpi w nosidle, które mam na sobie.



Składniki:

  • 500g mieszanych grzybów (np. pieczarki, borowiki, kurki)
  • 350g pora
  • 250g marchwi
  • 150g selera naciowego
  • 2 łyżki sklarowanego masła
  • 1 łyżka mąki
  • puszka mleka kokosowego (tylko gęsta część)
  • 100ml jogurtu naturalnego
  • 200ml bulionu warzywnego
  • sól, pieprz
  • łyżka soku z cytryny
  1. Grzyby oczyścić, większe pokroić na kawałki lub na plastry. Por oczyścić lub pokroić na ok. 2 cm kawałki. Marchew obrać, umyć, pokroić wzdłuż na ćwiartki, a następnie w plasterki. Seler oczyścić, pokroić w kostkę.
  2. Na rozgrzanym maśle podsmażyć grzyby, marchew, seler, por, krótko smażyć. Posypać mąką, podsmażyć. Wlać bulion, dusić ok. 20 minut. Dodać mleko kokosowe (tylko gęstą cześć z puszki) oraz jogurt, wymieszać. Doprawić solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Idealnie smakuje z makaronem.
Smacznego. 
Read More
      edit

niedziela, 26 marca 2017

Published 03:42 by with 4 comments

SHARE WEEK 2017, czyli moje ulubione miejsca w sieci

Jak co roku w marcu Andrzej Tucholski ogłasza Share Week. Do tej pory uważnie śledziłam typy innych. Przyglądałam się co one polecają, czym się interesują. W tym roku, postanowiłam sama podzielić się własnymi ulubionymi blogami, do których zaglądam bardzo często, szczegolnie gdy potrzebuję inspiracji.



Przyznaję, że czytam sporo. Moje Feedly pęka w szwach, nie na wszystkie blogi zaglądam codziennie (z braku czasu), ale jest kilka blogów (niekoniecznie polskich, które po prostu uwielbiam). Share week to świetna okazja by pokazać ich twórcom , że doceniamy to co dla nas tworzą.

Dziś, przy okazji kolejnego Share Weeka chcę Wam pokazać trzy najciekawsze moim zdaniem, miejsca w sieci.



Moim zdecydowanym numerem jeden jest blog mamarak.pl. Po prostu uwielbiam go, szczególnie za szerzenie nieskrępowanej żadną formą "edukacji" plastycznej najmłodszych. Być może lubię go też dlatego, że widzę w nim odbicie siebie. Też jestem grafikiem i mamą. Być może trochę niespełnioną, gdyż pracując na etacie (wcześniej, ten etap w moim życiu się jakiś czas temu zakończył) bałam się pójść "własną drogą" i w sumie wciąż tych obaw się nie pozbyłam. I dlatego bardzo mnie cieszy, że innym się to udaje.

Bardzo często też korzystam z pomysłów i materiałów, które Martyna udostępnia na swoim blogu.




Kolejnym moim typem to blog korneliaorwat.plDwa główne tematy na blogu Kornelii to  edukacja domowa oraz idea zero waste.

Moja najstarsza w tym roku kończy 6 lat więc oficjalnie staniemy się zerówkowiczem. Z związku z tym, że Akacja jest nieformalną grupą przedszkolną musimy związać się z jakąś szkołą, najlepiej taką, która wspiera edukację domową. Dlatego też temat ten jest dla mnie bardzo na czasie.

O idei zero waste słyszałam już parę lat temu. Tym bardziej, że na zagranicznych blogach pojawia się coraz częściej. W Polsce idea ta dopiero kiełkuje, więc tym bardziej ludzie działający by ją szerzyć są godni polecenia. Kornelia na swoim blogu pokazuje naprawdę proste sposoby na drobne zmiany jakie możemy wprowadzić we własnym życiu tak by generować mniej śmieci i żyć bardziej świadomie.




Ostatni z blogów, który chciałabym Wam polecić to Mała Cukierenka. Uwielbiam ją za przepiękne zdjęcia. Ciasta od których ślinka cieknie na sam widok. I za zdrowe środy, którymi najbardziej się inspiruję.

I za dział bezglutenowy też, z którego coraz częściej korzystam ze względu na nasze pobyty w Akacji, gdzie mamy jeden dzień w tygodniu dyżuru z gotowaniem.



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Zastanawiam się jakie nowe ciekawe miejsca odkryję po tego rocznym Share Weeku. W jakie tematy wsiąknę. Jakie blogi polubię. I serdecznie zachęcam Was do podzielenia się waszymi typami.


Read More
      edit

środa, 15 marca 2017

Published 08:17 by with 0 comment

Tarteletki z kremem gruszkowym (bezglutenowe, bez cukru)

Przepis ten chodził za mną dość długi okres czasu. Zastanawiałam się w czym go zrobię i czym go zrobię... Oficjalnie mój drugi blender mogę uznać za umarły :). W tym tygodniu dokonał swego żywota. Na szczęście przystawki i malakser nie są zniszczone, więc wystarczy nabyć nową część z silniczkiem i końcówką miksującą. Jednak znikające w oka mgnieniu orzechy, no i kończący się termin konkursu hortexowego spowodowały, że zabrałam się za jego wykonanie. Choć nie powiem, mocno biłam się z myślami czy go w ogóle zrobić. I chciałam już się poddać. Nie wiem tylko czemu wydawał mi się tak pracochłonny, choć wcale taki nie jest. Tym bardziej, że można sobie poszczególne etapy rozłożyć w czasie. Dla mnie jest to ważne, bo z trójką dzieciaków na głowie niektóre rzeczy wydają się niemożliwe do zrealizowania.

W każdym bądź razie deser powstał... a znikł jeszcze szybciej niż powstawał. Mąż też stwierdził (a została mu się tylko jedna tarteletka do spróbowania), że smak ma bardzo ciekawy.








Składniki:
Spód:
  • 2 szklanki orzechów arachidowych (bez soli)
  • 80g suszonych daktyli
  • 1/4 szklanki kakao bez cukru
  • 4 łyżki roztopionego oleju kokosowego
Krem:
  • litr soku gruszkowo-jabłkowego Hortex
  • 3 opakowania budyniu śmietankowego bezglutenowego bez dodatku cukru 
  • 250g masła, w temperaturze pokojowej

Spód:
1. Orzechy wsypać do rondelka z nieprzywierającym dnem lub na patelnię, podgrzewać, mieszając, aż orzechy troszkę się przyrumienią i zaczną ładnie pachnieć. Zdjąć z ognia i orzechy przesypać na talerz, odstawić do całkowitego ostygnięcia.
2. Orzechy i daktyle przełożyć do blendera i zmiksować. Dodać pozostałe składniki na spód i wymieszać. Masą orzechową wyłożyć foremki do tarteletek. Całość włożyć na kilka godzin do lodówki (ja krem robiłam następnego dnia) by stężała, choć myślę, że spokojnie godzina w lodówce wystarczy.
3. Z soku przecierowego i budyniu w proszku ugotować budyń. W tym celu 3/4 litra soku przelać do garnka i zagotować, w naczyniu obok wymieszać proszek budyniowy i pozostały sok. Rozrobione budynie wlać na wrzątek, doprowadzić do wrzenia i ugotować gęsty budyń. Zdjąć z palnika, przykryć folią spożywczą (powinna dotykać wierzchu budyniu), wystudzić w temperaturze pokojowej.
4. Masło utrzeć na lekką masę. Łyżka po łyżce dodawać budyń ucierając do dokładnego połączenia. Łyżką albo szprycą (ja to robiłam łyżką, tak by było szybciej) nakładać krem do przygotowanych wcześniej tarteletek. Włożyć do lodówki na kilka godzin tak by krem stężał. Ozdobić owocami.
Smacznego.
Wpis powstał na konkurs Hortex.  Mój dzień z Hortex
Read More
      edit

czwartek, 9 marca 2017

Published 15:21 by with 0 comment

Ciasto gryczano-kokosowe

Dziś miał się odbyć u nas w domu pierwszy dziecięcy wieczór filmowy. Planowaliśmy, my dorośli, że obejrzymy "Sekrety mórz". Kiedyś byłyśmy na tym z Olką w kinie i strasznie nam się podobało. Francuska animacja oparta na celtyckich podaniach z przepiękną muzyką i jeszcze piękniejsza kreską. A że mamy sąsiadkę, która jeszcze tego nie widziała, a że razem zawsze lepiej się ogląda... to zaprosiłyśmy jeszcze dwie koleżanki :) I tak jak przypuszczałam wieczór potoczył się całkiem inaczej - "impreza" zaczęła żyć własnym życiem, a czas "przeznaczony" na film jakoś w krótkim tempie zużył się na inne aktywności. Nie powiem, że gorsze, bo wcale nie. I nikt nawet nie pisnął, że przecież miała być bajka. W każdym bądź razie towarzystwo (a było, nie licząc naszej 2-miesięcznej Alicji śpiącej w nosidle i rocznej Kingi, w sumie 5 dzieci) podzieliło się na dwa obozy: starszaki i zmotoryzowanych, jeżdżących na czym się da (a mamy tego trochę w domu). No cóż, kolejna próba już za tydzień - być może czwartki od tej pory będą naszą filmowo-nie filmową tradycją, tak jak poniedziałkowe wieczory w psotniku.

A na jutrzejszą kolację, bo dziś już późno polecam Wam bezglutenowe ciasto z kaszy gryczanej i mąki kokosowej.



Składniki:

  • czekolada mleczna
  • 50g kakao
  • 120g mąki kokosowej
  • pół szklanki mleka (do zblendowania masy)
  • 180g kaszy gryczanej (ugotowanej w mniej więcej 400ml wody)
  • 5 jajek
  • 100g ksylitolu
  • 150g masła 
  • 50g suszonych żurawin posiekanych
  • 2 płaskie łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia
  • 25g orzechów ziemnych solonych, grubo posiekanych
Polewa czekoladowa:
  • 50ml śmietanki
  • 100g gorzkiej czekolady
  1. Kaszę gryczaną gotujemy pod przykryciem, na małym ogniu, mniej więcej przez 20-25minut, do miękkości, odstawiamy do wystudzenia. Po ugotowaniu i ostudzeniu kaszę mielemy,używając maszynki do mielenia lub blendera z ostrymi nożami.
  2. W garnku rozpuszczamy masło.Do rozpuszczonego masła dodajemy kawałki czekolady, całość podgrzewamy, cały czas mieszając, aż do momentu rozpuszczenia się czekolady.
  3. Jaja ubijamy z ksylitolem na puszystą pianę. Dalej ubijając jajka, stopniowo dodajemy czekoladę z masłem, oraz zmiksowaną kaszę. Do ciasta wsypujemy przesianą mąkę kokosową, kakao oraz proszek do pieczenia. Wszystko dokładnie mieszamy. Na końcu dodajemy posiekane żurawiny i orzechy ziemne.
  4. Ciasto przekładamy do blaszki. Pieczemy w temperaturze 180 stopni (termoobieg) lub 190-200 stopni (bez termoobiegu) mniej więcej 35-40 minut (do suchego patyczka).Zostawiamy do wystygnięcia.
  5. Na polewę zagotowujemy śmietankę. Kawałki czekolady wrzucamy do wrzącej śmietanki i mieszamy do momentu rozpuszczenia się czekolady. Delikatnie polewamy polewą ciasto.
Smacznego.
Read More
      edit

czwartek, 23 lutego 2017

Published 05:24 by with 2 comments

Pieczarki nadziewane szpinakiem

Dziś tłusty czwartek, wybraliśmy się też i my na pączkowe polowanie. Załatwiliśmy nianię dla Ali (babcia w końcu wróciła z sanatorium) i pojechaliśmy na miasto. Mieliśmy jechać do przedszkola, ale dzieciaki jednogłośnie przegłosowały wycieczkę na pączki. Wiecie, my normalnie nie jemy takich "rzeczy", więc gdy trafiła się okazja... skorzystały :) Rok temu tego dnia dotarliśmy do Bella Vita, Ci co są z Białegostoku wiedzą, że słyną oni z lodów własnej produkcji o naprawdę szerokim spektrum smaków. W każdym bądź razie tego dnia mają też własnej roboty pączki. I dziś się nie zawiedliśmy, ciężko było wybrać jeden z tylu dostępnych rodzai. Nawet dla babci zgarnęliśmy kilka, chociaż wiedziałam z czym się to będzie wiązało - głównie z narzekaniem jakie to one drogie. No cóż, w porównaniu z Biedronką, w której pączki wg promocji smsowej mają być po 30 groszy faktycznie były one przeraźliwie drogie, ale wolę zapłacić więcej i zjeść mniej czegoś dobrego niż napchać się po sam kurek nie wiedzieć "czym" dokładnie. 

A jak tam Wasze tradycje Tłusto Czwartkowe? Smażycie bądź pieczecie własne pączki? Ja planowałam smażenie faworków, ale dwa kupne pączki zdecydowanie na cały dzień nam wystarczą więc koniec końców już sobie odpuściłam.







Składniki:

  • 6 dużych pieczarek
  • opakowanie szpinaku (40dag) mrożonego Hortex
  • 1 łyżka masła klarowanego
  • 2 łyżki drobno startego wędzonego sera korycińskiego
  • pół paczki (ok. 10dag) tofu
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 łyżka oliwy
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
  1. Pieczarki umyć, osuszyć. Usunąć nóżki, ułożyć na blasze lub w naczyniu żaroodpornym,
  2. Masło rozpuścić na patelni, dodać szpinak, dusić na małym ogniu, aż odparuje nadmiar wody. Dodać sól, pieprz, gałkę muszkatołową i sok z cytryny. Wymieszać.
  3. Szpinakiem napełnić pieczarki, zapiekać ok. 10 min w piekarniku nagrzanym do temp. 180 stopni. Oprószyć serem korycińskim i piec jeszcze 8-10 min.
  4. W wersji wegańskiej pokrojone w mini kosteczki tofu podsmażyć na oliwie na chrupko.
Smacznego.

Wpis powstał na konkurs Hortex. 
Mój dzień z Hortex
Read More
      edit

poniedziałek, 20 lutego 2017

Published 22:06 by with 0 comment

Grzybowe curry z papryka i fasolą

Nareszcie rusza się coś w moim mieście - dziś odbył się (a piszę ten tekst późną nocą w niedzielę) pierwszy event z cyklu Wegańskiej Kuchni Społecznej. Muszę powiedzieć, że było pysznie i ciekawie. Pojawiło się sporo osób, znalazły się ciekawe tematy do rozmów.no i miejsce - niegdyś tętniące życiem stare kino Syrena. Niektórym z nas łeska się zakręciła w oku - powspominaliśmy sobie jak to za czasów naszej młodości (czytaj w podstawówce) byliśmy zabierani tam "do kina" na obowiązkowe lektury szkolne. Aczkolwiek jednym rozczarowaniem dla mnie było, że praktycznie wszystkie wypieki jakie się pojawiły były na mące pszennej - jakoś mało kto pomyślał o bezglutenowcach. No i bób po libańsku... przepyszny, tylko czemu w łupinkach nieobrany?







Składniki:

  • 750g mieszanych grzybów (pieczarki, kurki, podgrzybki)
  • 2 małe cebule
  • 1 ząbek czosnku
  • 300g papryki
  • 250g fasolki szparagowej
  • 40g masła
  • po 1 łyżce przyprawy curry i mąki
  • 200g śmietany
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 1 łyżeczka miodu
  • 1 łyżka oleju
  • sól, pieprz
  1. Grzyby oczyścić, większe pokroić, małe zostawić w całości. Cebule i czosnek obrać i posiekać. Paprykę umyć, usunąć gniazda nasienne, strąki pokroić na duże kawałki. Fasolkę oczyścić, pokroić, blanszować ok. 2 min. w osolonej wodzie. Odcedzić, przelać zimą wodą i osączyć.
  2. Grzyby podsmażyć na maśle. Dodać cebulę i czosnek, dusić ok. 5min. Posypać curry i mąką chwilę smażyć. Wlać 250ml wody stale mieszając. Dodać śmietanę, zagotować i mieszając dusić ok. 8 minut. Doprawić sosem sojowym i miodem, dusić jeszcze ok. 5 minut.
  3. Na patelni rozgrzać olej. Dusić paprykę z fasolką, smażyć ok 6 minut. Warzywa dodać do grzybów, gotować na małym ogniu ok. 5 minut. Curry doprawić solą i pieprzem. Podawać z ryżem.
Smacznego.
Read More
      edit

wtorek, 7 lutego 2017

Published 15:51 by with 4 comments

"Słodko, zdrowo, świątecznie" Moniki Morozowskiej recenzja książki

Czy możesz wyobrazić sobie urodziny bez tortu, Boże Narodzenie bez piernikowych słodkości, czy też stół wielkanocny bez mazurku? Nie jesteś przekonana, że możesz podać coś słodkiego, ale zdrowego swoim gościom?

Jeśli wydaje ci się, iż coś takiego jak zdrowe słodycze po prostu nie istnieje, a to co zdrowe nie może być przecież równocześnie smaczne jesteś w błędzie! Nie musisz odmawiać sobie słodkiego smaku. Zdrowe łakocie nie tylko mogą, a wręcz powinny znaleźć się w świątecznym menu. Jedz je bez poczucia winy to może wyjść Ci na zdrowie!

Jeśli na którekolwiek z tych pytań odpowiedziałaś sobie twierdząco wtedy ta pozycja jest zdecydowanie dla Ciebie. Kiedy przed świętami zauważyłam, że Monika Morozowska wydaje swoją kolejną książkę wiedziałam, że muszę ją mieć. Bardzo lubię tę aktorkę za propagowanie zdrowego odżywiania i pokazywanie, że będąc świadomą wegetarianką (świadomą tego co się spożywa i w jakich ilościach) również można być w ciąży i karmić swoje dziecko. Sama książka jest pięknie wydana. Pod względem wizualnym książka aż woła by wziąć ją w swoje ręce. Generalnie zawiera masę przepisów podzielonych na różne okazje, m. in. Boże Narodzenie, Walentynki, Wielkanoc, Urodziny i Imieniny, Halloween, Dzień Mamy / Dzień Babci, Dzień Dziecka i ogólnie Przyjęcia. 

Książkę można kupić m.in. tutaj.










Read More
      edit

środa, 1 lutego 2017

Published 16:47 by with 1 comment

Kartoflanka ze szpinakiem

Zupy po raz kolejny świętują u mnie powrót. Nie dość, że można ugotować szybko i prosto większą porcję i mieć obiad z głowy na dwa dni do przodu. To jeszcze, z racji tego, że moja mama wyjechała właśnie na 3 tygodnie do sanatorium, a tato talentu kucharskiego za grosz nie posiada, mogę taki obiad łatwo mu zrobić i zawekować w słoiku do odgrzania. Kiedyś, przy wszystkich większych wyjazdach była to nasza standardowa procedura. Tydzień wcześniej zaczynałam gotować zupy i wekować je w słoiki, tak by na urlopie nie poświęcać już za dużo czasu na gotowanie, a mimo wszystko mieć pełnowartościowy obiad do szybkiego odgrzania.

Ciekawa jestem czy Wy również macie swoje ulubione dania, które można łatwo można zapakować komuś na drogę?


Składniki:

  • 1/2 kg ziemniaków
  • 2 marchewki
  • kawałek selera (ok. 10 dag)
  • masło
  • 1,5l bulionu
  • pęczek natki pietruszki
  • duża garść szpinaku baby
  • trochę szczypioru
  • 1/2 szklanki śmietany
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
  1. Warzywa, obieramy, czyścimy, płuczemy, kroimy w kostkę. W garnku z grubym dnem rozgrzewamy masło (ok. 2 łyżek), wrzucamy warzywa i podduszamy ok. 5 min. Zalewamy bulionem, gotujemy pod przykryciem ok. 20 minut. 
  2. Natkę, szpinak i szczypior z grubsza siekamy, wrzucamy do zupy i trzymamy na małym ogniu, pod przykryciem ok. 5 minut. Mieszamy ze śmietaną, przyprawiamy do smaku solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Podajemy z chlebem.
Smacznego.
Read More
      edit

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Published 16:01 by with 8 comments

Zupa z czosnku, fasolki i cukinii

Był dzień jak co dzień, ale tak jak ten, gdy latem wyskoczyła nam sarna przed maskę samochodu (bez obaw sarna przeżyła ) myślę, że zapamiętam go do końca życia. Wstaliśmy rano, nawet zdążyłam pomalować z dzieciakami farbami. Młody umalował mi włosy i sweter, ale świetnie się przy tym bawiliśmy. Tradycyjnie już po takim malowaniu idziemy się pluskać do wanny, żeby pozmywać z siebie wszystko czym się pokolorowaliśmy. Ja w tym czasie postanowiłam, że zrobię obiad i ciasto. To ciasto, ze śliwkami i jabłkami planowałam zrobić już dawno, ale dopiero teraz miałam chwilę. Planowałam, że w niedzielę jak będzie pyszne to zrobię mu zdjęcia. Tylko, że już w trakcie czułam, że coś jest nie tak. Przez myśl przemknęło mi, że może skończę je jednak po obiedzie, ale coś mi mówiło, że mogę jednak nie mieć czasu. Wstawiłam je do piekarnika, postawiłam obiad na stole. Zjadłam i wstałam od stołu i w tym momencie wody mi odeszły. Ciasto się dopiekło, ale zdążyłam je tylko wyjąć z piekarnika gdy wychodziliśmy z domu.

I tak, dwie godziny później na świecie pojawiła się Alicja. Mała istotka, która po raz kolejny wywróciła nasz świat do góry nogami i nie skłamię jeśli powiem, że swoim pojawieniem się kompletnie wywróciła nasze spojrzenie na niektóre sprawy.

Także dziś zamiast przepisu na ciasto pojawia się (zaległy... mam jeszcze kilka takich w zanadrzu) przepis na zupę, aromatyczną zupę z fasolki, cukinii oraz czosnku.




Składniki:

  • 2 główki czosnku
  • 2 cebule
  • masło klarowane do smażenia
  • 3 ziemniaki średniej wielkości
  • 2l bulionu
  • sól, pieprz
  • 25 dag żółtej fasolki szparagowej
  • 1-2 cukinie
  • 2 czubate łyżki posiekanej natki pietruszki
  1. Czosnek kroimy na cienkie płatki, cebule drobno siekamy. W garnku rozgrzewamy 4 łyżki masła klarowanego, dodajemy cebulę i czosnek i rumienimy ok. 5 minut. Dodajemy ziemniaki pokrojone w drobną kostkę, a po 2 minutach zalewamy bulionem. Doprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy przez 30 minut na małym ogniu. 
  2. W tym czasie w oddzielnym garnku gotujemy fasolkę, aby lekko chrupała. Na dużych oczkach ścieramy cukinię. Zupę w garnku miksujemy na gładki krem. Dorzucamy fasolkę i cukinię. Trzymamy na malutkim ogniu maksymalnie 10 minut. Przed podaniem mieszamy z natką. 
Smacznego.
Read More
      edit

środa, 18 stycznia 2017

Published 15:10 by with 0 comment

Na większości blogów jako pierwsze wpisy można przeczytać podsumowania roczne. Postanowiłam tym razem i ja takie stworzyć, choć u mnie będzie to raczej post zapowiadający zmiany i kierunek w którym chciałabym ze swoim blogiem ruszyć w 2017 roku. Post miał pojawić się wcześniej, ale... pewna mała istota o imieniu Alicja troszkę pokrzyżowała mi plany. Na szczęście okazała się dość spokojną osóbką


  • będzie można zamawiać moje dania oraz ciasta, bezglutenowe i nie tylko poprzez aplikację Querters
  • mam nadzieję, że w ciągu roku pojawi się kilka zillustrowanych przeze mnie przepisów (ostatnio dzięki planowaniu w Bullet Journal znowu wróciłam do rysunku),
  • planuję uruchomić newsletter, w którym będzie można otrzymać ode mnie różne bonusowe materiały, zniżki do aplikacji Querters czy powiadomienia o nadchodzących warsztatach
  • pojawi się więcej recenzji książek
  • raz w miesiącu chciałabym pokazać Wam również najciekawsze miejsca w sieci, oczywiście związane z jedzeniem 


Lista nie jest punktowana, gdyż kolejność jest w niej przypadkowa i kompletnie nie istotna. Pod koniec roku będę mogła zweryfikować tę listę - co mi się udało z niej zrealizować a co nie, na ile starczyło mi samozaparcia, a może po prostu dobrego planowania.
Read More
      edit

środa, 11 stycznia 2017

Published 16:58 by with 3 comments

Sałatka z kaszą pęczak, bobem i granatem

Eh, już 11 stycznia, a ja dalej się toczę :) (znajomi wiedzą o co chodzi). Planowałam na początek roku opublikować wpis z zestawieniem ciekawszych przepisów, no i oczywiście zdjęć z zeszłego roku na blogu, ale ze względów zdrowotnych będzie musiał wpis troszkę poczekać. Wydawało mi się, że przygotowanie go pochłonie mi trochę mniej czasu i energii. W każdym bądź razie jest w przygotowaniu (o ile życie po 16 stycznia po raz kolejny mnie nie przerośnie :] ).

A dziś raczę Was przepisem na sałatkę z kaszą pęczak, bobem i granatem. Ostatnio odkryłam pokłady zamrożonego bobu w zamrażarce (mamy dwie, jedną małą standardową z lodóką i drugą wolno stojąco, która służy nam głównie do mrożenia tony warzyw i owoców ) pod stertą malin przez które się przekopywałam nota bene w poszukiwaniu truskawek. W każdym bądź razie woreczek poszedł od razu w ruch. Moje dzielne dzieciaki pomogły mi oczywiście przy obieraniu całości. Zresztą nie obyło się bez podjadania, no i dobrze, gdyż bób jest zdrowy i pyszny (jeden z moich ulubionych strączkowców... zawsze żałuję, że sezon na niego trwa tak krótko... na szczęście dobrze się mrozi), a w daniach już nie zawsze im podchodzi.


Składniki:

  • mrożone opakowanie bobu, ok. 300g
  • 100g pęczaku
  • 1 świeży długi ogórek
  • pół opakowania kiełków rzodkiewek
  • pęczek natki pietruszki
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • łyżka soku z cytryny
  • sól, pieprz
  1. Pęczak wsyp do garnka, opłucz w wodzie i ugotuj do miękkości (ok. 15-20 minut). Mrożony bób wsyp do wrzątku i gotuj ok 7 minut, aż będzie miękki (ale nie rozlazły). Po ostudzeniu obierz ze skórek.
  2. Ogórek umyj, obierz i pokrój w kostkę. Tak przygotowane składniki wymieszaj z posiekanymi ziołami i kiełkami rzodkiewki. 
  3. W międzyczasie przygotuj dressing: w kubeczku wymieszaj oliwę z oliwek, sok z cytryny, sól i pieprz. Gotowym dressingiem polej wcześniej przygotowane warzywa z kaszą i całość wymieszaj. Sałatkę posyp pestkami granatu.
Smacznego.
Read More
      edit